© Copyright poezja.eu 2006    poezja[at]poezja.eu

poezja.eu

Forum Poezja.eu Strona Główna
Autor Wiadomość

<  Proza  ~  KATASTROFA

Anna Piliszewska
Wysłany: Czw Sie 09, 2007 8:00 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 12 Sty 2007 Posty: 207 Skąd: WIELICZKA
KATASTROFA


- Każdemu się przytrafić może jakaś kraksa w życiu… – rzekł sędziwy Łopata, potrząsając patriarchalną brodą.
- Ty, Łopata , to dzisiaj jesteś jakiś prorok... - westchnął junior Kapusta, splunąwszy siarczyście spod starej jabłonki w kierunku chlewików. Strzał był zadziwiająco celny! Wprost w świńskie koryto! Spotkał się więc z aplauzem całej naszej trójki.
- Bo nad człowiekiem zwykle wisi katastrofa… - jęknął głucho Łopata.
Piliśmy już od rana w ogrodzie Kapusty. Doprawdy nie wiem, skąd wziął się u dziadka ten wisielczy humor…
- Jeszcze nigdy nie było, żeby jakoś nie było!- zaprotestowałem słowami Morcinka – mędrca oraz geniusza, które pisarz onegdaj włożył w usta jednego z bohaterów swojej ,, Czarnej Julki”. Ową ,,Czarną Julkę” dostałem od ciotki w rocznicę komunii. Ze względu na niebywałą awersję do książek, rypnąłem to dziadostwo wysoko, na szafę. Razu jednego powieść spadła z trzaskiem, kalecząc mi nogę i chyba z czystej złości jąłem…ją e… no…studiować.
Tak to raz pierwszy i ostatni w życiu przeczytałem książkę, a poprzez słowo pisane doświadczyłem bolączek poczciwej ,śląskiej biedoty…
Zaś Morcinka pokochałem jak własnego ojca! Bo tamto, książkowe życie było tak, jak nasze… A w głowie raz na zawsze skrupulatnie zapisałem najmądrzejsze słowa, by stały się mym credo: - JESZCZE NIGDY NIE BYŁO, ŻEBY JAKOŚ NIE BYŁO!!!

* * *

- Wredny ciur Łopata! Francowaty prorok…- zmieliłem w ustach rozmaite, cięższe epitety, patrząc na zgiętą kierownicę, zwichrowane koło oraz inne nieszczęścia, czyli doszczętnie skasowany rower. Gramoląc się z rowu - początkowo ku drodze - łapałem kępy trawy, która była mokra … Wnet straciłem kierunek. Z trudem wylazłem na przeciwną stronę. Przebrnąłem gąszcz łopianów i wysokich głogów… Niczym tonący brzytwy, chwyciłem się płotu…
Czułem, jak do mych obcasów przykleja się błoto. Słyszałem jak mlaska…
Kurczowo uczepiony sztachet , łapiąc równowagę , próbowałem zachować zimną krew oraz nieco nadwątloną, własną męską godność.
Wreszcie uznałem , że… dosyć solidnie stoję. Wsparty o ogrodzenie, dla większej pewności wsunąłem prawą stopę między płot a głogi. Przyznaję, iż cokolwiek dudniło mi w uszach…
Wtem ogarnęła mnie senność i rzewność ogromna. Zapatrzyłem się w górą biegnące błękity. Słuchałem wróblich śpiewów w koronach jabłonek…
- Będzie Maślakom z czego pędzić bimber! – rozmarzyłem się, obserwując rytmicznie dyndające rumiane owoce.
-Ej, ludzka ty dolo – niedolo…- westchnąłem serdecznie. Naraz mi się zdało, że z mojej ciężkiej głowy wypływają myśli , że dryfują leniwie wśród jabłek i głogów…
- A pójdziesz ty, cholero! Won od mego płotu! – usłyszałem .Wzdrygnąłem się okrutnie.
A przeraźliwy jazgot narastał, narastał…
- Padalcu! Psiokrwio jedna! Ty pijackie truchło!!! Spadaj od tego płotu, bo psami poszczuję!
Rozejrzałem się w prawo – lewo dyskretnie, ostrożnie…
Na werandzie stała stara Maślakowa i darła koparę bez tchu, w niebogłosy.
- Gnido! Zatracona wywłoko!!! Paskudny zaprzańcu!!!
Ogarnięty ciekawością, teraz już z ostentacją rozglądałem się do przodu, tyłu, na boki…
- Ki czort? Czy sfiksowała baba? Nikogo nie widać…
- A kogóż to tak obrabiacie sąsiadko?- próbowałem spytać uprzejmie, ale … , widać z powodu chwilowej słabości, popłynęły mi z gardła jedynie dziwaczne sylaby, ciche a bełkotliwe…
- Jeszcze coś mamroczesz? Pariasie, nierządniku! Pójdziesz won od płota!!!
- Jak babcię kocham, nie widać nikogo… Nic, tylko babsku coś we łbie się popsuło…- pomyślałem, i próbując przesunąć gałąź, która mnie w plecy piła dobrą chwilę, puściłem się sztachet. Wtedy to nogi niczym narty rozsunęły się same i… runąłem jak długi w łopiany i głogi.
Ogarnął mnie chłód . Przyjemnie falowa zieleń. Całe morze zieleni. Było mi tak zielono, że zamknąłem oczy. Poczułem zieleń tuż pod powiekami. Jasną i ciemną. Zlewającą się wolno w łagodny, kołyszący, kojący seledyn… Zacząłem się kołysać, a wraz ze mną pognieciona trawa, grube łodygi chwastów i koszyczki ostu…
Naraz… zieleń zrudziała! I dostrzegłem drogę .Ceglastą i pylastą, wijącą się z wolna pośród kopiastych, górniczych hałd. I kopalniane szyby wbite w zsiniały horyzont!
- Rety!, mój dobry Boże, ja jestem… na Śląsku!- zdumiałem się.
Oto… nagle wędrowałem drogą . A ze mną Czarna Julka. Tyle że … ciutkę starsza i… całkiem podobna do Cyganki , co to mieszka za stawem Łopaty. Tej samej, co mi tydzień temu dała kosza… Coś mówiłem do niej. Ale co?... Mniejsza o drobiazgi. Widziałem jej pełne piersi oraz smoliste włosy…
Więc wędrowaliśmy… Ku starej karczmie stojącej u drogi, bo akurat poczułem dobrze znane ssanie w okolicy żołądka…Przyspieszyłem kroku. Lecz karczma miast się zbliżać, jęła się oddalać! No, a my za nią truchcikiem, a potem galopem…
Zmachałem się. A karczmę pochłonęły tymczasem jadowite chmury. I zapyloną drogę, i Cygankę – Julkę…
A niech to szlag!!!
Po raz setny potarłem klejące się oczy. Zmrużyłem je … Znowu napłynęły ławice zieleni.
Kołysałem się tkliwie. I wzdychałem chmurnie. A zieleń rosła mi w oczach jak ciasto! Wdzierała się ostami i w usta i w oczy - zapiekło setnie! Rozwarłem nabrzmiałe powieki… Znów leżałem pod płotem szalonej Maślakowej! Szarzało już… Chciałem wstać, lecz nieposłuszne rozlazły się nogi…
Złapałem haust powietrza, myśląc: - Katastrofa!!! Wredny Łopata - cham!!!
Znów musiałem zasnąć... Zbudziły mnie szelesty. Nadstawiłem ucha… ktoś urzędował w łopianach, i to tuż- tuż obok…
- Rower mi zapierniczą ! – przemknęło mi w głowie, ale chwileczkę potem wspomniałem dwa w dwie ósemki solidnie zapętlone koła oraz kierownicę zgiętą w kabanosik… Zatem nie to ! Lecz jak nie , to … ?
W żołądku czułem ssanie. Nie mogłem się skupić…
A cisza szumiała jak trzcina. I naraz… ludzkie dobiegły mnie głosy! Ktoś się droczył czy spierał… Ale kto i o co?
Zamarłem, bo – przyznaję – byłem dość ciekawy. Pomimo dokuczliwie narastającego ssania, porządnie nadstawiłem uszu. - Kasa kasą. Ja jednak w tym miejscu nie mogę! Twój ojciec wczoraj ujrzał tu upiora młynarza, co się zeszłego roku powiesił na Maślaków gruszy…
- Iiiii… ty durna konwalio , kto by ojca słuchał! Od bimbru nieraz dwoi mu się w oczach.
- Inni mówią to samo. Ja jednak się boję…
- Boję, boję, lecz doję… Bo o kasę stoję!- rozpoznałem natarczywe szepty juniora Kapusty .
Wtenczas mnie poraziła przeraźliwa prawda. To do mojej Cyganki startował Kapusta! Cholera! Za pieniądze! Więc to takie buty…
Zawładnęła mną wściekłość paląca jak ogień. A niech to jasny gwint!
- Jeszcze nigdy nie było, żeby jakoś nie było…- pocieszyłem się w myśli. –W końcu poznałem drogę do cygańskich wdzięków. To jest coś… Pomyślę o tym dogłębnie, jak już sprzedam wieprzaka. A teraz…? Popatrzę sobie, posłucham… – toż to przecież nie zbrodnia!
Podparłem się wygodnie… Ostrożnie przesunąłem drętwiejącą nogą. Nieszczęściem, nogawicą zawadziłem gałąź dzikiej róży . Kolce przebiły materiał i kłuły mnie w kostkę. Szarpnąłem delikatnie…
- Nie puści małpa! A to ci dopiero …- zirytowałem się na dobre. Szarpnąłem ponownie, odrobinę mocniej.
Gałązka nie puściła, za to z wielkim trzaskiem odleciała od krzaka -chyba była sucha…
- Młynarz!!! Upiór!! Wisielec !To młynarza upiór!!! Ratuj się kto może!!! – zawył junior Kapusta i puścił się biegiem. Cyganka w dyrdy za nim!
Pchnięty nagłym instynktem, z wolna, na czworakach popełzłem w tamtą stronę, skąd uciekł Kapusta.
Dostrzegłem zmięty kocyk i coś błyszczącego .Wszyscy święci!!! Na derce leżała połówka!!!
Z prawdziwy nabożeństwem ująłem butelkę. Podniosłem do góry… Zerknąłem pod światło…Żytnia – bez wątpliwości! Najprawdziwsza żytnia, a na dodatek jeszcze nie zaczęta!
Łyknąłem prosto z gwinta. Łagodne gorąco popłynęło przez gardło do mojego żołądka. I ssanie ustąpiło. I poczułem błogość. Rozpierająca radość dodała mi skrzydeł.
Powstałem. Z łoskotem dobrnąłem do płotu , mocno łapiąc się sztachet.
Zapatrzyłem się w wielką, purpurową kulę, toczącą się leniwie nad kościelną wieżą .
Ostatnie promienie przebiegły dach probostwa ; siadły mi na włosach układając się w piękną, ruchomą koronę. Poczułem się jak król! Rozkazywałem łopianom i głogom. Pałały mi policzki. Pociągałem z gwinta. I trzymając się sztachet jak poręczy tronu, szukałem wzrokiem miejsca dla szafotu.
Bo rześkie, nieco wilgotne powietrze rozcinał jazgot: - Padalec i swołocz! Skunks i warchoł! Tasiemiec !!! Won od mego płotu!!!!!!...
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
rudolf
Wysłany: Sro Sie 15, 2007 21:17 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 13 Lut 2007 Posty: 394 Skąd: z północy
Muszę sobie to wydrukować bo tutaj się paskudnie czyta. To pani że tak powiem multiinstrumentalistka, no,no. Jak przeczytam sobie na spokojnie to napiszę o wrażeniach. Pozdrowienia.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
rudolf
Wysłany: Pią Sie 24, 2007 19:56 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 13 Lut 2007 Posty: 394 Skąd: z północy
Na razie do gwiazdek no może trochę dalej, uwaga bo się czepnę, ale myślę, że nie będzie bolało.
Po pierwsze primo; Po słowach wisielczy humor dał bym pytajnik bo tak wynika z logiki zdania.
Owa"Czarna Julka" Nowy akapit i tu mam problem logicznie byłby to relacja narratora przynajmniej tak wynika z kontekstu z drugiej strony można to potraktować jak historia opowiedziana przez jednego z uczestników (monolog) reszcie towarzystwa wymagało by to jeszcze mocniejszego odcięcia czyli innego układu tekstu.
Po Gwiazdkach; wredny ciur zastąpił bym wrednym ciulem to bardziej śląskie moim zdaniem, zrezygnować z początkowo ku drodze na rzecz
ku drodze reszta i tak sie wyjaśnia potem. no i to won nijak mi nie pasuje do tekstu osadzonego w realiach śląskich, przecież to rusycyzm. No na dziś wystarczy. Reszta potem. Pozdrówka.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Anna Piliszewska
Wysłany: Czw Paź 04, 2007 21:29 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 12 Sty 2007 Posty: 207 Skąd: WIELICZKA
Sporo serdecznych racji, sir Rudolfie!!!
Przemyślam, i co nieco poprawię - za Twą sympatyczną podpowiedź jesienny piegus!
A !, bywa że ja ... bywam na Śląsku... Ale go niezbyt lubię... Wolę moją Wieliczkę!
Pozdrawiam najserdeczniej!!!
Ann
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

Wyświetl posty z ostatnich:  

Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek

Skocz do:  

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach