© Copyright poezja.eu 2006    poezja[at]poezja.eu

poezja.eu

Forum Poezja.eu Strona Główna
Autor Wiadomość

<  Proza  ~  BLASZANY DACH - OPOWIADANIE

Anna Piliszewska
Wysłany: Czw Sie 09, 2007 7:09 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 12 Sty 2007 Posty: 207 Skąd: WIELICZKA
Piliszewska Anna


BLASZANY DACH


Pada już od trzech dni. To zacina , to siąpi. Dudni w blaszany dach naszego baraku, chroboce po oknach.
- Lawinia, patrz jak na szybie ścigają się krople. Pierwsza goni tysięczną , setna drugą, czwartą… - mówię.- One są niczym łzy. Cały ocean łez…
Lawinia uważnie patrzy. Łokcie wsparła o blat , szeroko otwarła oczy. Naraz jej jasne tęczówki ciemnieją. Z piwnych stają się granatowo szare. Marszczy brwi i powiada - E tam… To są przecież serca Przezroczystych Duszków Deszczowych Chmur! Przyjrzyj się, mamo… Lecą, nagle roztrzaskują się o dach i o szyby. Potem sobie ciekną…
Lawinia ma fantazję! Tak bardzo lubię, kiedy nie musi być w szkole. Siedzi i wciąż wymyśla rozmaite historie – androny, albo wertuje książki. A czytać jest co! Ludzie wciąż wyrzucają coś na wysypisko.
Ale dziś tam nie pójdę, więc posiedzimy razem. Posłuchamy wieczorem, co nadaje Trójka. Zaparzę herbatę… Wiadomo! Pogoda pod psem. A potem kulawa Goga przyniesie nam z klasztoru zupę i chleb. Może jeszcze drożdżówki? Lubią ją w Kuchni Brata Alberta, to i rzucają czasem jakieś lepsze kąski… A jeżeli zdążę, przepiorę te ciuchy z Opieki…Prawdziwa lichota ! Mówią, że jaśnie charytatywne babsztyle co lepsze szmacka zgarniają dla siebie - ażeby je szlag!

* * *

Znowu nadają, że wichry i burze…
Tak… Telewizor to zupełnie niezły wynalazek! Dobrze, że Hulajnoga wyjął go z kontenera przy nowych blokach. Czegóż to poczciwi ludzie nie wyrzucą?… Przy tej okazji nie sposób nie myśleć serdecznie o leciwym Drucie. Będzie prawie dwa lata i ze dwa kwartały, jak nas cholernik podłączył na lewo do słupa. A schlany był jak bela.
Wołałam : - Hola, Drut! Ty uważaj , bo cię ten prąd trzaśnie!!!
Skubaniec tylko wąsa podkręcił, smarknął przez palce i jak nie wrzaśnie: - Stul pysk cholero! Chcesz , zlezę… Ino, że bez tych prądów, to ci jasne pindy z Opieki Lawinię w try miga wezną…
No i stuliłam. W obliczu takich argumentów czyż można inaczej? Chociaż, przyznaję , konkretnie mnie telepało ze strachu.
A Drut wpierw splunął , potem zatarł ręce i… ponownie splunął.
- Hycaj mała do swej chałupy i cosik tam załącz…
Lecę, drżę , a ręce to… jakby nie moje! Załączyłam czajnik . Elektryczny. Z tych całych nerwów nie nalałam wody.
- Mamuś , coś dziwnie syczy?! Słyszysz?! – woła Lawinia. A ja … zamiast , głupia, ten czajnik wyłączyć, poskoczyłam i wrzeszczę - Jezus! Jezus!!!
Naraz się puknęłam w głowę i łaps! go za ucho. Cholera! Dobrze był już nagrzany, lecz grzałka nie padła.
- Lawinia!- wołam – Córeczko, prąd mamy!!! O mój dobry Boże!
- Nu, czego tak ryczy… - słyszę. Odwracam się i widzę pijanego Druta, jak się trzyma futryny. Łzy mi same się wcisnęły do oczu… Dobry, kochany Drut…

* * *

Zgłupiała ta pogoda, czy co? Leje - szaleje normalnie! Wredny deszcz, wściekły wiatr…
- Mamusiu, wybudujmy arkę. –wymyśla Lawinia. -Wiesz, tak na wypadek powodzi… Zabierzemy Gogę i kundelka Gogi. I, żeby było do pary, białą suczkę Druta…
- Hę ?
- No… taki stateczek maleńki. Bo na słonie czy hipopotamy to brakłoby drewna…
- Córko – fantastko! – mityguję – Znowu coś kombinujesz, mój tęczowy kwiatku….
- Oj, mamo! W Biblii wszystko spisano wyraźnie. Nasamprzód była arka , potem wielki potop…
- Ej, Lawinio ! Nie będzie żadnego potopu… - mruczę, obierając marchewkę . – Lepiej podaj mi garnek. Ten biały z uszami, na rosół…
- Ale jak zjemy rosół, zbudujemy arkę?
Z Lawinią tak zawsze! I co mogę zrobić? Naraz , wbrew rozsądkowi, myślę o tej arce. Oczyma duszy widzę ją na wodzie – łagodnie pruje fale i …znika we mgle …

* * *

- Perony w deszczu są srebrne i sine! – stwierdziła Lawinia.
Teraz stoję jak kołek i zerkam na tory. Na te deszczowe perony…
Ścisło nas. Nie było rady – przyszłyśmy na stację. Zresztą czy można wiecznie siedzieć w domu?!
A śmietniki pełniutkie jak sen czy marzenie! Kto by tam je prześwietlał w parszywą pogodę? Mamy zatem tych puszek chyba … prawie dwieście!!! Tak! Urządzimy ucztę! Kupimy mielone, ser, mleko, jajka… I starczy na proszek! I na małego loda…
O!, teraz jedzie pociąg…Oślizgły i mokry przemyka w tych strugach... Lawinia lubi deszcz! Zadziera głowę, potem patrzy się w chmury, które kapią , kapią… A ja patrzę na nią.
- Mamuś, wracajmy koło domu pana Dziwaka…- mówi , więc wracamy na ziemię.
Czemu ona chce wracać koło tego Dziwaka? Nikt , kto ma dobrze w głowie tamtędy nie chodzi. A dlaczego? Cóż …bo się utarło… Lecz… tak naprawdę, to cała historia! Otóż, jak tylko Dziwak się wprowadził i wystawił śmietniki, przygnało tam Druta. Ten otworzył klapy , potem sobie grzebał – wiadomo! A ten Dziwak – idiota zawezwał radiowóz! Przyjechali niebiescy i zgarnęli Druta do takiego ośrodka… Musiał się wykąpać ! Jasne, że pod przymusem – ale była draka! Odtąd nikt tam nie chodził, dopiero ta Goga… Obłowiła się nieźle. Ale - kto wie?- może tamtego dnia Dziwaka po prostu nie było w domu…
Lawinia obserwuję mą nietęgą minę. Naraz rzuca - Dziś środa !
- I co z tego? – mruczę, choć nietrudno się domyślić , do czego zmierza. Ja jednak gram na zwłokę…
- Jak to! Przecież jeżdżą śmieciarze, więc wystawił kosze!
- Mamy już tyle puszek! - oponuję.
- Ale Goga znalazła tam kawałki miedzi…
- To było miesiąc temu…- mięknę. Nie wiem czemu, ale Lawinia umie na mnie wpływać. Już skapitulowałam, ale jeszcze chwilę się podroczę.
Może jednak znajdziemy tam parę butelek, a gdyby coś z miedzi…? Może jednak się uda ?!

* * *

I się udało. Jednakowoż ryzyko było całkiem niepotrzebne! Nasz łup – jedynie pięć butelek z piwa. Każda butelka – trzydzieści pięć groszy. Uznałam, że weźmie je sobie Lawinia. W końcu to jej eskapada, jej gówniany pomysł… Ale teraz nie boję się przechodzić koło tego domu… A od historii z Drutem panicznie się bałam.
No, a Lawinia kupiła batona. Obie nie wiedziałyśmy, że była promocja . Kazali jej losować. Sięgnęła do pudła . Wyjęła paseczek z szarego kartonu. I… wygrała ruletkę. Taką plastikową…
A teraz przy stole ciupie w tę hm… ruletkę.
Jakieś cztery godziny o niczym nie paple! Szlag by to! Doprawdy drażni mnie ten niecodzienny spokój!

* * *

Spikerka miała sweterek z kretonu w bardzo drobną pepitkę. Gdy zapowiedziała deszcz i huragany Hulajnoga wykrzyknął - Możesz mi nadmuchać!
Wystawił na stół nogi w cholewiakach i jak nie rzuci wiąchę jedną, drugą ! Hulajnoga tak zawsze, kiedy przeholuje z jabolem. Godze to nie przeszkadza, czasem nawet śmieszy. Ale dla nas to sygnał, że trzeba wyrywać.
Ryczę więc - Lawinia, perło, zbierajże prędko ten książkowy stragan, bo pogoda się psuje!
Lawinia skrupulatnie chowa swój nabytek, puszczając Hulajnodze fajne, perskie oko. No, w końcu jest za co, bo przecież mógł pchnąć to wszystko na makulaturę, jednak stary piernik ma dziwaczną słabość do mej gwiazdki - córki. A zresztą nie on jeden. Lawinia ma dar zjednywania sobie ludzi…
- Jak chcecie, to nocujcie dzisiaj w mojej oficynie, bo ja zostanę tutaj…- mówi nagle Goga. Jest już deczko wstawiona. A właściwie, to… całkiem konkretnie! Mruży oczy i ciągle piskliwie chichoce.
- Co ty, Goga? Odbiło ci?!- obruszam się, choć już nieraz spałyśmy w jej oficynie. Przez ten cholerny dach, bo lubi skurczybyk czasami przeciekać… Ale nie dalej, jak wczoraj Drut znów uszczelnił go smołą.
-Hi! Hi… – Goga krztusi się śmiechem. Kołysze się w przód i w tył, rytmicznie uderzając dłońmi po udach. – Ale jakbyś zmieniła zdanie, to wiesz…Hiii !Gwoździk i …trach! I otwarta kłódka!!!
Trzymam Lawinię za rękę. Na szczęście nie leje… Tyle, że wieje wiatr. Gwałtownie uderza w plecy korbaczem podmuchów. Jestem zła, że poniosło nas do Hulajnogi po te głupie książki. Teraz będziemy dygać przez miasto w wichurze.
- Patrz, mamo! Urwało furtkę od tamtego płotu…
Rzeczywiście. Patrzę, że leci ulicą ta furtka… I nagle jak nas nie zakręci , jak nas nie obróci! Włosy stanęły mi dęba. I wtedy mnie piknęło. Jakieś złe przeczucie.
- Lawinia, w nogi do Gogi! - rzucam. Pędzimy . A wiatr napiera na nas . Kłęby śmieci i kurzu wirują w powietrzu. Czuję piasek w płucach…
Jakoś dobrnęłyśmy.
- Hura!– piszczy moja Lawinia.
Grzebię w kieszeni. Trzęsącymi palcami namacałam gwoździe… Uff…
Teraz- jak Goga mówiła- gwoździk i … trach!


* * *

- Rety, wstawaj! No, wstawaj!!! – słyszę. – Wstawaj, kurwa!
- Co jest?! –skoczyłam z łóżka. –Drut, oszalałeś?! Stul się, pawianie, bo mi Lawinię zbudzisz!!
- Co jest? Co jest?! A to jest, że wam dach porwało!!!
- Słucham…?
- I zawlokło na ogród durnego Dziwaka!!!
Rozglądam się, przecierając posklejane oczy. Drut się słania. Ale w drzwiach stoi w miarę trzeźwa Goga i minę ma nietęgą. A za nią widzę profil Hulajnogi.
- Coś widzi mi się, kochana, że już macie po dachu! - Teren Dziwaka to istna forteca…
- To koszmarny sen… Tylko sen… I zaraz na pewno się zbudzę .- szeptałam jak w gorączce.
Powoli docierała do mnie przeraźliwa prawda . Poczułam w piersiach zimne macki strachu. Struga lepkiego potu sunęła po plecach…
Naraz zbudził się bunt.
- O jasna cholera!!! Nie dam mojego dachu! Pójdę dziś do Dziwaka! Nawet teraz rano!!!
- A mówiłaś mamusiu, że nie chcesz tam chodzić… Czy coś się stało ? I dlaczego tak okropnie krzyczysz?

* * *

Dach już na swoim miejscu!!! Jezus, jaka ulga! Staję na uszach. Wycieram, do sucha co mogę. Dywan wisi na płocie. Lawinia u Gogi. Jeszcze serce mi wali, jak sobie przypomnę…
Wzięłam wózek i poszłam po dach już o siódmej, tak zdesperowana, że zapomniałam założyć kalosze. Stanęłam przed tą twierdzą w przemokłych pantoflach i dzwonię! I dzwonię…Dzwonię ! Chyba co najmniej kwadrans. Nic. A taka tam cisza, jak w egipskim grobowcu.
Wkurzyłam się, bo klarnet rzeczywiście nie myślał otworzyć, więc jak nie ryknę - Panie! To jest zabór mienia!!! Otwieraj pan! Bo przez pana nie będę bez dachu! A ta blacha jest moja!!! Ta blacha jest moja!!!
Oczom nie uwierzyłam. Wyskoczył o razu. W jedwabnym szlafroku i butach o wielgachnych, niczym precle zakręconych noskach. I jakby nigdy nic - Dzień dobry… Czymże mogę usłużyć?
A ja na to_ - No, jak to?! Proszę dach mi zwrócić!
- Hę…? Dach?...
- To znaczy… tamten kawał blachy…- prostuję już nieco łagodniej.
A on tak się popatrzył… !
- Bo widzi pan, mieszkamy z córką w socjalnym baraku. O , tam… na Jesionowej, za tamtym zakrętem… - wyjaśniam, pokazując palcem dla większej jasności.
A on się znów popatrzył i pokiwał głową.
I wtenczas coś mnie opętało. Wybuchło w duszy. Łzy same mi pociekły.
- Bo nieszczęścia za nami, jak ten smród za wojskiem !- jęknęłam – Nie dość, że ciężko, że ta wredna plucha… I małpica z Opieki wciąż mnie o pracę pyta… A w nocy zerwało nam dach…Dobrze, że go pan odda… No, bo jakże bez dachu…?
Wnet się opamiętałam.
- To jak ? Mogę już go zabrać?
- Naturalnie… - powiedział i puścił mnie przodem. Wyglądał , jakby był … zdezorientowany, czy też zamyślony albo coś w ten deseń.
- Proszę tutaj przytrzymać. Ja pani pomogę… razem będzie łatwiej założyć tę blachę na wózek.
Pomógł. Podziękowałam, a on zamknął bramkę. Odetchnęłam z ulgą. Lecz naraz słyszę go za plecami!
- Jeżeli… pani szuka pracy, to mógłbym… zatrudnić… Bo w ogrodzie za domem mam potężną szklarnię…
Zatkało mnie normalnie.
- Pan nic nie rozumie…Ta Opieka wymaga… ja muszę mieć papier… Inaczej mi Lawinię wezmą do ośrodka…
- Papier, ubezpieczenie, wszelkie takie sprawy…Firma zowie się EDEN CZYLI POMIDORY…
- Dobry Jezu Chryste!


* * *

Powiedział nam, że bardzo jest zadowolony. Piąty tydzień mieszkamy w tzw. ,,ogrodniczym” domku, obok jego szklarni. W takiej … fajnej służbówce. Jest tam światło i woda i gaz … On ponosi opłaty za prąd i za wodę- mówi, że to firmowe- a ja tylko za gaz… No i wreszcie co miesiąc prawdziwa wypłata!
Jeszcze dodam, iż była ta pinda z Opieki – ze trzy razy drapała się w skórę na piegowatym karku, zanim naraz… zaczęła nas chwalić! Że normalne warunki, że ład…
Ja tam wrednej cholerze nie wierze, lecz …
A Lawinia zaczęła malować. Bo nasz Dziwak przywiózł jej całą przyczepę jakichś płócien i farb.
Więc maluje. I dniami całymi nie paple. Ale jakoś przywykam…
Pomidory dojrzały i jutro jest zbiórka.
Sama nie wiem, czy boję się zasnąć, bo znów wieje wiatr…
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
rudolf
Wysłany: Sro Sie 15, 2007 21:20 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 13 Lut 2007 Posty: 394 Skąd: z północy
Uwaga jak do poprzedniego opowiadania. Czytanie takich tekstów w tych malutkich okienkach to mordęga. pozdrawiam
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Anna Piliszewska
Wysłany: Czw Sie 16, 2007 18:03 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 12 Sty 2007 Posty: 207 Skąd: WIELICZKA
WITAM, ŻYCZĄC PRZYJEMNEJ LEKT. , POZRAWIAM, ANNA
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
rudolf
Wysłany: Czw Sie 16, 2007 20:44 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 13 Lut 2007 Posty: 394 Skąd: z północy
Przekopiowałem, mam nadzieję, że za pani zgodą obydwa opowiadania i zaraz się za nie zabiorę. Tak jakoś po niedzieli, albo koło czwartku. Czasu jest dosyć - prawda. pozdrawiam.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Anna Piliszewska
Wysłany: Czw Sie 16, 2007 21:58 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 12 Sty 2007 Posty: 207 Skąd: WIELICZKA
;)
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Gość
Wysłany: Wto Wrz 04, 2007 17:27 Odpowiedz z cytatem
ładny, ciekawy, dobrze się czytało:) pozdr
Anna Piliszewska
Wysłany: Wto Wrz 04, 2007 20:59 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 12 Sty 2007 Posty: 207 Skąd: WIELICZKA
Pozdrawiam pięknie Gościa!
Anna
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
orbitowanie bez cukru
Wysłany: Czw Wrz 06, 2007 19:07 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 22 Sie 2007 Posty: 20
to nie gość tylko ja:) pozdrawiam właścicielkę niezłego pióra:DDD
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Anna Piliszewska
Wysłany: Czw Paź 04, 2007 21:23 Odpowiedz z cytatem
Dołączył: 12 Sty 2007 Posty: 207 Skąd: WIELICZKA
Dzięki październikowe - przepraszam, iż dopiero dziś odpowiadam na koment... Kruca fuks, Czas to wredny skubaniec!!!
Pozdrawiam serdecznie!!!
Anna
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

Wyświetl posty z ostatnich:  

Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek

Skocz do:  

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach