© Copyright poezja.eu 2006   poezja[at]poezja.eu  Nasze banery  Redakcja
Georges Seurat, Niedzielne popołudnie na Grande-Jatte
Interpoezja 2
Nic nie ma, prócz lusterka i prócz macierzanki. INTERPOEZJA 2. więcej »
Na skróty
Halina PoświatowskaHalina Poświatowska (ur. 9 maja 1935 w Częstochowie, zm. 11 października 1967 w Warszawie), poetka, autorka tomików: Dzień dzisiejszy, Oda do rąk, Jeszcze jedno wspomnienie. więcej »

Dawid Jung

Liryka postpeegerowska. O najnowszych produkcjach Wydawnictwa Starostwa Powiatowego w Słupsku.

1 "Może otulę jesień. antologia poezji" we wstępie, wyborze i opracowaniu Z. Babiarza-Zycha i Mirosława Kościeńskiego Słupsk 2006, nakład 400 sztuk

Może otulę jesień...

428 stron. 50 autorów o wiejskiej proweniencji z całej Polski. Miałem nadzieję na odpowiedzi, które znajdę po lekturze tych wierszy - jak wygląda nasz kraj oglądany z perspektywy ludzi samotnych, zapomnianych, pozostawionych samym sobie po zmianie systemu; miałem nadzieję, że ktoś mi odpowie jak wygląda teraz ten kraj ugorów i zdewastowanych folwarków, pustych domostw i rozkradzionych przestrzeni. Wierzyłem, że ból tych ludzi, tak szumnie zresztą zapowiadany we wstępie wspomnianych wyżej redaktorów jest bodźcem na tyle silnym, aby tworzyć lirykę refleksyjną, autentyczną. Bo o ile cierpienie tych autorów jest prawdziwe, o tyle ich propozycje poetyckie już nie, rozmywają się w schematycznym utyskiwaniu nad rzeczywistością, w której nasi autorzy nie są czynnymi uczestnikami tylko obserwatorami, przez co nie proponują czytelnikom nic więcej ponad grafomańskie, epigońskie wiersze.

Wiersze czasem nawet nie pozbawione uroku, liryzmu czy erotyzmu, jednak nazywanie tego poezją jest niezdrowe, mało satysfakcjonujące jako rozwiązanie stricte literackie.

Nie przekonują mnie wybijający się z tego grona piszący: Grzegorz Chwieduk ze swoimi krótkimi prozodiami, monotoniami dziennikarskimi o emigrujących pielęgniarkach; Lechosław Cierniak ze swoją skłonnością do neurotycznych tematów, kobiecego głodu, oraz inny Grzegorz Chwieduk, fraszkopisarz po filologii polskiej na słupskiej WSP, od którego moglibyśmy spodziewać się czegoś więcej niż tylko kpiarskiego "Wykładu": "Lwia część mieszkańców Łowicza/ Poszła na wykład Lwa Starowicza/ Kiedy minęło dziewięć miesięcy/ Raptem przybyło wózków dziecięcych/ Miasto nabrało innego oblicza".

Ja również nabierałem innego oblicza, licząc z każdą stroną na coraz mniej. Na szczęście miło rozczarowali mnie gimnazjalista i analfabeta. Ten pierwszy to Mateusz Karczewski, ten drugi to nieżyjący już Antoni Niedzielski-Prawdesław ze wsi Grabno, który wszystkie swoje utwory recytował z pamięci. Proszę posłuchać jego "My, grabaze" śpiewany żakowską kantyleną:

"W kościele trumna, słychać organy
I śpiew spitalnych nędzarzy.
A pod kościołem na wpół pijany
Grabaz wsparł się na rydlu i gwazy:
Ućciwy rydel słuzy mi godnie,
Raz, dwa, tsy, ctery
Psez dwa tygodnie
Kopie tu zwirek i kopie,
Dwie jamy pańskie, dwie chłopie.
I wcoraj umar ktoś pod waseci
Tak mu śpiewano i basta,
Zostawił dzieci, zostawił zone
Oj, biedna, biedna niewiasta.
Co tam niewiasta, póki odwyknie
Płace i mówi pacieze,
A cokolwiek jak sobie łyknie,
To zdrowiej te zecy bieze.
Bo my grabaze ozemy cmentaze
Za to nam płaco obfito.
A z nasych kości dla potomności
Wyrośnie kwiatek lub zyto".

Antoni Niedzielski to jedyny twórca, który w tej antologii reprezentuje gwarę. Może więc jednak było warto przebrnąć przez ponad 400 stron, aby w ostatecznym rachunku znaleźć choć jednego autora, aby przy 50 osobnych głosach odszukać te najcichsze, te najciekawsze wiersze. Tym bardziej, że Starostwu Powiatowemu w Słupsku należy się spore uznanie za działalność wydawniczą na swoim terenie, bo publikacje są na wysokim poziomie edytorskim. Tak estetycznie wydanych książek nie powstydziłyby się nawet największe wydawnictwa w Polsce.

2. "Księżyc kładzie garść światła". O bardzo późnym debiucie Henryki Jurałowicz. Wydawnictwo Starostwo Powiatowe Słupsk 2006, ss. 80, nakład 350 sztuk.

Henryka Jurałowicz - Księżyc kładzie garść światła

Nie, to nie była garść. Ten księżyc nie posiada albeda. Zdenerwowałem się, chociaż piszący te słowa nie powinien okazywać nadmiaru emocji jeśli chce doczekać starości, ale naprawdę się zdenerwowałem. Nie pomogły próby pocieszania się fantastycznym pomysłem Artura Wróblewskiego na tę okładkę ani zdjęcia Jana Maziejuka.

I nie rzecz w tym, aby na kimś dokonywać bezwzględnej eksterminacji, aby kogokolwiek zawstydzać czy ośmieszać. Światu potrzebni są wszyscy fanatycy poezji, nawet kosztem czytania ich nowotworów, cennych tylko dla nich samych. Gorzej jednak gdy pod tym wszystkim podpisuje się ktoś, kto uprawia quasi krytykę starając się czytelnikom wyjaśnić kilka wątków usprawiedliwiających daną poetykę (w tym przypadku czyt. cukrową metodę zachwytu nad światem).

Stąd moje zdenerwowanie i kategoryczna odmowa gloryfikacji. Książkę otwiera wstęp Mirosława Kościeńskiego, a zwieńcza posłowie Zbigniewa Babiarza-Zycha (jak widać słupeckich tuzów). Najbardziej rozzłościł mnie pierwszy z Panów (którego, o ironio, nawet polubiłem za piękny styl "nicniemówienia") przekonuje: "Poezja jest najwyższym wynagrodzeniem dla poety - twierdził znakomity angielski poeta Dylan Thomas na antenie radia BBC w 1946 roku. Mówił: - dobry wiersz to wkład do rzeczywistości. Świat, z chwilą kiedy przybył dobry wiersz pomaga zmienić kształt i znaczenie wszechrzeczy, rozszerzać wiedzę człowieka o sobie i o tym, co go otacza... - I tak samo pojmuje poezję Jurałowicz."

Panie Kościeński, chyba Pan inną Jurałowicz czytał, bo moja Juałowicz w ten sposób poezji nie pojmuje.

Niestety, hafciarka z Człuchowa nie opowiedziała nam etosu chłopców i dziewcząt z popeegerowskich wsi, pejzaży i niemiłych zapachów transformowanej Polski. Nie zachwyca.

Reklama
Inne strony
Współczesna poezja polska  |  Klasyczna poezja polska  |  Teoria i Krytyka  |  Ogród Luizy. Forum poetyckie.  |  Inne: interpoezja, katalog...
© Copyright poezja.eu 2006. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt: poezja[at]poezja.eu   adsrv

stat4u