|
Salon Pomarańczowy
W Salonie Pomarańczowym prezentujemy poetów wyróżnionych przez redakcję portalu.
Salon
Pokój, w którym znajdują się wiersze nadesłane przez internautów.
Na skróty
Tadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
|
dziennie umieram trzy razy
Jestem nudziarą i mam przerąbane.Faktycznie, skoro w wieku trzydziestu lat mam jednego męża, spałam tylko z czterema facetami i byłam zaledwie na trzech balach. Odkąd zmieniłam pracę duma zrobiła sobie przerwę. Wczoraj szef, zresztą stuknięty dziwkarz, dostał po gębie przylepiając swoje tłuste łapy do kobiecych piersi. Pan Henda był przełożonym pana Omochi, który był przełożonym pana Saito, który był przełożonym panny Hori, która była moją przełożoną. Ja byłam niczyja. No cóż, kobieta z przeszłością nie dostaje recept na zapomnienie. Nazywam się 'sukienka'. Ten pan obrócony tyłem zmyślił, że zostanę poetką. radio wolna amerykanka
Tomku P. zamknęłam drzwi do domubo ciemno a uliczne słupy krzywo wisiały na ścianie zdzierając resztki godności -stąd ci dziennikarze. No dobra. Nie jestem żadną aktorką tylko wykończyłam jednego amorfofalusa i...właśnie nadają wieczorne wiadomości. Nie chcę się wtrącać. Wiem, że te nowoczesne związki proste nie są. Rzeczywiście. Znowu pokazują dom. Na przemian z migawkami z wysypiska, gdzie ten prostak i cham dogorywał w towarzystwie plastikowych butelek, toreb i opakowań po środkach czystości. A teraz jest sąd. Uliczna sonda na mój temat. Otworzyłam okno. Sąsiadka co ma męża alkoholika była przeciwko wolnym mediom. A ja przecież wykonałam kawał dobrej roboty. Mam się dobrze. Kiedyś i tak nie będę nikomu potrzebna. z godziny w podwarszawskim pensjonacie
jak francuska kurewka -poezja- wiele razy dostałamw mordę okaleczoną dłonią, wystawiając ciało pod uliczną latarnią. nie wymyśliłam śmierci chociaż podejrzewano mnie, że znamy się od urodzenia. skłamałam. mam głowę, dwie ręce i czas. macicę wycieli kładąc rozgrzane kamienie na pełnych piersiach. wiesz, tyle kobiet doznałam na tym rynku i wszystkie gasły w przerażeniu. teraz nie znamy się wcale, chociaż parę razy byłeś we mnie nie mną. widziałeś wypalone źrenice oczekujące zrozumienia podcinając chwile szorstkim 'kurwa'. te chwile. stygłam śniegiem na męskich włosach przytulając sine palce do ust otwartych ostatnim zdziwieniem kim jest ten, który jawi mi się w lustrze. |
Reklama
|