© Copyright poezja.eu 2006   poezja[at]poezja.eu  Nasze banery  Redakcja
Georges Seurat, Niedzielne popołudnie na Grande-Jatte
Na skróty
Tadeusz BorowskiTadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
Virginia Woolf, robi szkic do Pani Dalloway,
po czym siada w fotelu i pije kawę
1.
W zasadzie wszystko gotowe. Zarys postaci,
umeblowanie pokoju, drobiazgi ważniejsze
i te mniej okładają się na komodzie kurzem.

Wiem,
że drzwi będą otwarte, i że wejdzie w czarnej
sukni. Kolejność scen też ustalona; najpierw pół ryzy
na zawiązanie intrygi, a potem decyzja u szczytu
kartki - czy spadnie w dół jak katharsis? Czy chór
zaśpiewa żałobne crescendo, a może rozejdzie się,
nie zauważywszy nikogo wartego pieśni?

2. Zacznę najprościej.

Najzwyklejszy poranek w życiu kobiety, decyzje
podejmowane w dobę. W tej względności światów,
wschodów słońca, łazienek, przyjęć wydawanych
dla zapełnienia ciszy brzękiem.
A potem trywialne pytanie.
Kto ma umrzeć? Bo przecież można umrzeć,
to takie proste jak wybranie narzędzia ścinającego głowę
hortensji. Można, też to zmienić.

3. Zwrot akcji.

Miłość, to ciekawe hobby jak szydełkowanie
wypełnia dziury, splata i nudzi, gdy wzór nie wychodzi.
Można kochać, to jest łatwe jak kupno rękawiczek,
sezonowych substytutów ciepła. W końcu można,
to połączyć, pozwolić na przenikanie się kontrastów,

żeby jedno bez drugiego, i jedno przez drugie
dochodziło do głosu. Kulminacja. Postawić postać
przed lustrem. Pozwolić jej to wszystko przyjąć

i podjąć z pozoru prozaiczną decyzję:
Czy pani domu zejdzie na kolację?
Przezimowanie
"Pani Guinea zapewniała stanowczo, że dla hiacyntów w doniczkach,
wypuszczających pączki na parapecie okna w specjalnej, delikatnej
podściółce z muszel perłowych, był to, mimo zimy, pogodny i piękny dzień."

Kamienny chłopiec z delfinem, Sylvia Plath
T. rozmyśla kiedy A. śpi
Jak tylko się odwrócę w twoją stronę, mogę powiedzieć
to się jednak dzieje. Ta bezsenność o czwartej,
nagłe pytanie: czy będzie wschód i czy do zachodu

będziemy dnieć równolegle, na przeciw tapczanu,
w kuchni nad zupą, na parterze i ostatnim, na trasie
A. - B.? To jest jak rozmowa przez kubek i sznurek -

rzecz umowna - na nie oddalenie się, usłyszenie,
zobaczenie, na znajomość dróg powrotnych nad ranem.
Piąta. Ręka opadła na pierś jak łodyga. Sen coraz szybszy

na twojej połowie: niespokojny, dopiero co zrozumiany.
Czuwamy na zmianę, patrząc jak to kiełkuje, zakwita,
wzrasta niczym młode drzewo za oknem: wysoko, solidnie

tężejąc korą, sekunda po sekundzie i głębiej,
rok po roku. Liść przy liściu.
Przygotowanie
Więc pakujmy i upychajmy w piwnicy,
spadające gwiazdy, amulety i symbole Swaroga,

pocałunki wkładajmy czym prędzej w weki
i zasalajmy kolejne wschody. Już na dniach

przyjdzie pora, kiedy będzie trzeba sięgnąć
do pokładów lata

Zagramy w grę ciepło/zimno. Pod kołdrą
w tym saganie

będzie cieplej. I wezmę twoje ciało do ust,
jak słony, świeży chleb, i będziesz mi ariergardą

na rubieży łóżka. Stoczymy wojnę z zimą
z nieustającym uszczelnianiem i otwieraniem się

na chłód, czający się jak łotrzyk -
na jeden krok od siebie.
Bartnicy we wrześniu
Miłość jak pszczeli zwiad. Pojedyncze ukłucie przez strój
ochronny i już razem wyplatamy dom. Potem całą barć

i coraz więcej rozmów, gier przy stole. Obiad. Mała ceremonia
jedzenia kwiatów, ciche podawanie plastrów - to niewidzenie się

przez siatkowe kapelusze i mozolne poznawanie:
każda zadyszka, choroba, pęknięcie i rysa na dłoni.

Lato chyli się ku ziemi jak dojrzała śliwa. W piwnicy
setki słoi. Brzuchacze pełne miodu pilnują nas jak Cerbery lata,

a tu na górze coraz niewyraźnej. Ściana z wosku między nami,
mniej zrozumienia. Coraz dalej, dalej, dalej. Stół staje się jeziorem,

targanym prądami. Usycha ul i schodzi opuchlizna.
Blue Jacket & Hollyhock
Jak cebulki hiacyntów w worze z innymi
cebulkami powstrzymujemy się od kwitnienia.

Nie dla nas zima co prześwieca zza płótna -
jej srogie oko odbarwia zieloność łodyg

i nie pozwala splatać się w ziemi korzeniom.
A tu cieplej, bezpieczniej w tym zwitku bawełny,

jak pod osłonką zrastamy się ze sobą
i wrastamy potajemnie w siebie. Wiosną

zachwiejemy prawem ogrodu -
z dwóch cebulek rozbłyśnie jeden kwiat.
Candy perfumed boy
Jesteś cukierkowo uperfumowanym chłopcem
z Kitschu, rabusiem wracającym przedświtem.

Tym limesem przy T.( czy n), z którym zmierzam
w nieskończoność lub do rozesłanego łóżka, gubiąc

po drodze włosy, książki; czekając pod schodami,
chorując. Ufam prawidłowości w ciągu tych ułamków

zdarzeń i bagatelek: że o rozłączności nie ma mowy,
że ty po lewej - ja po prawej,
ty na górze -
ja zdyszany na dole,
z jakaś rodzącą się wątpliwością -

Skąd ja cię znam? Z podróży
wcieleń? Z podróży pociągiem do rodziny we Wrocławiu?
A może zza stołu, ze zdjęć w gazetach, spotkań

na których zna się tylko siebie? Cóż to za niepewność
wkrada się właśnie teraz? Kiedy uznaliśmy,
że koty nam już nie wystarczą.
Zimowanie
Dzień zapowiada się zwyczajnie: monotonia fal radiowych,
jakiś rozbłysk mnogi i przebłysk odległy pyłu galaktycznego.

Posłuchaj, to mnie nie dotyczy, ani trochę. Jest południe,
leżę zaklejony w kopercie pościeli i kocham tę dłoń po prawej,

głowę, w której puchnie myśl między źrenicą a cebulką
włosa. Kocham te stopy splecione w kołdrze i sen

śniący o tym, że po wzbudzeniu wciąż się śni. Najzwyczajniej
siedzi i rozmawia w nieznanym nikomu języku. Greka, lectio

jeden na jeden. Budzimy się coraz później i coraz częstej śnimy
to samo. Ta noc zapowiada się zwyczajne: jakiś przebłysk pojedynczy

na środku pokoju i rozbłysk z drugiej strony łóżka. Czytasz.
Posłuchaj, to mnie właśnie dotyczy. To cały mój wszechświat;

o ósmej myje się w łazience, potem wychodzi gdzieś, wraca
z zakupami, krąży po mojej orbicie i nieustannie, nieustannie
Mrs. & "Mr." Bee
Zimujemy jak puchate pszczoły
impregnując się woskiem na porywistość sadu -

oto nasz małżeński sześcian,

robótka wyciszona w grozie wschodu słońca,
a za nią szepty innych uli w zimowoli;

czyjaś porzucona Eos, głuche śpiewy pasiek,
i rozwścieczeni zwiadowcy - Gdzie oni są?

Gdzie oni są? My Own Boy, dziś jestem twoją
królową ubraną w puder i przynoszę ci miód.

Otwieram swój słodki pyszczek -

od teraz będę ci prać, gotować, rodzić dzieci,
sypiać w jednym plastrze i śnić to samo -

ale czy to pozwoli przetrwać nam w zmrożonym mahoniu?
Czy fabryka słodkości podoła porze, kiedy niebu

zbrzydnie błękit i przyjdzie nam jeść śnieg?
Tak też może być -

słodkość z czasem się krystalizuje
i wykrusza.
Bliźnięta na wiosnę
Stoisz za parawanem,
cały jak ziewnięcie lamparta,
znudzony suchością sawanny - A tu?

- Podejdź do mnie,
co ty na to? Roztopy, odwilż. Dziś

jestem jak misa jeziora wypełniona wodą po zimie,
z kamieniem co pęczniał od lata i przewracał się
bezsennie. Dotknij

tafli skóry. Czyż nie jest błyszcząca? Pod nią większe złoto,
całe kopalnie świecidełek co rozsypią się migocząc
na cztery pokoje, klekocząc drewnianymi bocianami

i ciuchciami. To nasze gobeliny
utkane z komórek, splot włókien i pragnień.
Krzyk,


który przezimował w toni.
Pierwszy krok Kaya
i tuż pod stopą - kwiat,
jego wijący się pęd, koloryt i cień
tak nieustający w tym świetle

jak twoje zdziwienie. otwiera się ziemia
niczym małż, a z niej rodzi się słońce

i łamie się w tobie ostatnia kra.
rzeka płynie jak szalona
Linoskoczkowie
Ta zabawa w napinanie liny, co drży niepewnie
pomiędzy; chybotliwe spojrzenia i pierwszy krok
ku sobie, kiedy serce jest jeszcze zawieszone
na lichych koniuszkach...-
to przywiodło nas pod ścianę,
do której mnie dociskasz, jakbym miał się w niej zatopić
i mówisz: "Prawdziwy smak leży w mężczyźnie"
- "…słodki czy gorzki?" - pytam, na płytkim oddechu.

Bez znaczenia są rozmowy w takiej chwili,
więc nic więcej się nie mówi,

wschód później się kłóci - i cała rzeka słów
nagle nabiera porywistości; że czulszy ten drugi,
że bardziej drapiący, ciszej śniący, lepszy w łóżku
i w gotowaniu zup
- i zapomina się o smaku,
szczelnym zamknięciu w zmyśle.

Zmywam naczynia po wieczorze,
a to co się wydarzyło rozluźnia napięcie olinowań.
Ustępują kroki, zachwianie.
Pęka kolejny splot.
Wyziębienie
Kiedy ktoś umiera, zamarzają pokoje.

Bo człowiek Samuelu jest jak piec: porządny,
o mocnym spoiwie. Zimny na początku,
ale z pierwszym krzykiem - iskra -
i to ciągłe wzrastanie jak postępująca gorączka.

Codzienność trawi przepływy cieni i same cienie,
pierwszy kompres dla ostudy i diagnozy onkologów,
- wszystko,

włącznie z dogorywającym palem jesionu.

Potem tylko syk parującej wody
i jeszcze zadymka.
Zadymka.
Reklama
WestLd - Pozycjonowanie Linki
Zapraszamy do sklepu internetowego portfelik.pl! Portfele, portmonetki, marki Wittchen, Castello - wszystko w jednym miejscu.
Współczesna poezja polska  |  Klasyczna poezja polska  |  Teoria i Krytyka  |  Ogród Luizy. Forum poetyckie.  |  Inne: interpoezja, katalog...
© Copyright poezja.eu 2006. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt: poezja[at]poezja.eu   adsrv
ld   Psychoterapia Warszawa   Nieruchomości Konstancin   Apartamenty Warszawa   Konstancin   Psychoterapia 
stat4u