|
Salon Pomarańczowy
W Salonie Pomarańczowym prezentujemy poetów wyróżnionych przez redakcję portalu.
Salon
Pokój, w którym znajdują się wiersze nadesłane przez internautów.
Na skróty
Tadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
|
Virginia Woolf, robi szkic do Pani Dalloway,
1.po czym siada w fotelu i pije kawę W zasadzie wszystko gotowe. Zarys postaci, umeblowanie pokoju, drobiazgi ważniejsze i te mniej okładają się na komodzie kurzem. Wiem, że drzwi będą otwarte, i że wejdzie w czarnej sukni. Kolejność scen też ustalona; najpierw pół ryzy na zawiązanie intrygi, a potem decyzja u szczytu kartki - czy spadnie w dół jak katharsis? Czy chór zaśpiewa żałobne crescendo, a może rozejdzie się, nie zauważywszy nikogo wartego pieśni? 2. Zacznę najprościej. Najzwyklejszy poranek w życiu kobiety, decyzje podejmowane w dobę. W tej względności światów, wschodów słońca, łazienek, przyjęć wydawanych dla zapełnienia ciszy brzękiem. A potem trywialne pytanie. Kto ma umrzeć? Bo przecież można umrzeć, to takie proste jak wybranie narzędzia ścinającego głowę hortensji. Można, też to zmienić. 3. Zwrot akcji. Miłość, to ciekawe hobby jak szydełkowanie wypełnia dziury, splata i nudzi, gdy wzór nie wychodzi. Można kochać, to jest łatwe jak kupno rękawiczek, sezonowych substytutów ciepła. W końcu można, to połączyć, pozwolić na przenikanie się kontrastów, żeby jedno bez drugiego, i jedno przez drugie dochodziło do głosu. Kulminacja. Postawić postać przed lustrem. Pozwolić jej to wszystko przyjąć i podjąć z pozoru prozaiczną decyzję: Czy pani domu zejdzie na kolację? Przezimowanie
"Pani Guinea zapewniała stanowczo, że dla hiacyntów w doniczkach,
wypuszczających pączki na parapecie okna w specjalnej, delikatnej podściółce z muszel perłowych, był to, mimo zimy, pogodny i piękny dzień." Kamienny chłopiec z delfinem, Sylvia Plath T. rozmyśla kiedy A. śpi
Jak tylko się odwrócę w twoją stronę, mogę powiedziećto się jednak dzieje. Ta bezsenność o czwartej, nagłe pytanie: czy będzie wschód i czy do zachodu będziemy dnieć równolegle, na przeciw tapczanu, w kuchni nad zupą, na parterze i ostatnim, na trasie A. - B.? To jest jak rozmowa przez kubek i sznurek - rzecz umowna - na nie oddalenie się, usłyszenie, zobaczenie, na znajomość dróg powrotnych nad ranem. Piąta. Ręka opadła na pierś jak łodyga. Sen coraz szybszy na twojej połowie: niespokojny, dopiero co zrozumiany. Czuwamy na zmianę, patrząc jak to kiełkuje, zakwita, wzrasta niczym młode drzewo za oknem: wysoko, solidnie tężejąc korą, sekunda po sekundzie i głębiej, rok po roku. Liść przy liściu. Przygotowanie
Więc pakujmy i upychajmy w piwnicy,spadające gwiazdy, amulety i symbole Swaroga, pocałunki wkładajmy czym prędzej w weki i zasalajmy kolejne wschody. Już na dniach przyjdzie pora, kiedy będzie trzeba sięgnąć do pokładów lata Zagramy w grę ciepło/zimno. Pod kołdrą w tym saganie będzie cieplej. I wezmę twoje ciało do ust, jak słony, świeży chleb, i będziesz mi ariergardą na rubieży łóżka. Stoczymy wojnę z zimą z nieustającym uszczelnianiem i otwieraniem się na chłód, czający się jak łotrzyk - na jeden krok od siebie. Bartnicy we wrześniu
Miłość jak pszczeli zwiad. Pojedyncze ukłucie przez strój ochronny i już razem wyplatamy dom. Potem całą barć i coraz więcej rozmów, gier przy stole. Obiad. Mała ceremonia jedzenia kwiatów, ciche podawanie plastrów - to niewidzenie się przez siatkowe kapelusze i mozolne poznawanie: każda zadyszka, choroba, pęknięcie i rysa na dłoni. Lato chyli się ku ziemi jak dojrzała śliwa. W piwnicy setki słoi. Brzuchacze pełne miodu pilnują nas jak Cerbery lata, a tu na górze coraz niewyraźnej. Ściana z wosku między nami, mniej zrozumienia. Coraz dalej, dalej, dalej. Stół staje się jeziorem, targanym prądami. Usycha ul i schodzi opuchlizna. Blue Jacket & Hollyhock
Jak cebulki hiacyntów w worze z innymi cebulkami powstrzymujemy się od kwitnienia. Nie dla nas zima co prześwieca zza płótna - jej srogie oko odbarwia zieloność łodyg i nie pozwala splatać się w ziemi korzeniom. A tu cieplej, bezpieczniej w tym zwitku bawełny, jak pod osłonką zrastamy się ze sobą i wrastamy potajemnie w siebie. Wiosną zachwiejemy prawem ogrodu - z dwóch cebulek rozbłyśnie jeden kwiat. Candy perfumed boy
Jesteś cukierkowo uperfumowanym chłopcemz Kitschu, rabusiem wracającym przedświtem. Tym limesem przy T.( czy n), z którym zmierzam w nieskończoność lub do rozesłanego łóżka, gubiąc po drodze włosy, książki; czekając pod schodami, chorując. Ufam prawidłowości w ciągu tych ułamków zdarzeń i bagatelek: że o rozłączności nie ma mowy, że ty po lewej - ja po prawej, ty na górze - ja zdyszany na dole, z jakaś rodzącą się wątpliwością - Skąd ja cię znam? Z podróży wcieleń? Z podróży pociągiem do rodziny we Wrocławiu? A może zza stołu, ze zdjęć w gazetach, spotkań na których zna się tylko siebie? Cóż to za niepewność wkrada się właśnie teraz? Kiedy uznaliśmy, że koty nam już nie wystarczą. Zimowanie
Dzień zapowiada się zwyczajnie: monotonia fal radiowych, jakiś rozbłysk mnogi i przebłysk odległy pyłu galaktycznego. Posłuchaj, to mnie nie dotyczy, ani trochę. Jest południe, leżę zaklejony w kopercie pościeli i kocham tę dłoń po prawej, głowę, w której puchnie myśl między źrenicą a cebulką włosa. Kocham te stopy splecione w kołdrze i sen śniący o tym, że po wzbudzeniu wciąż się śni. Najzwyczajniej siedzi i rozmawia w nieznanym nikomu języku. Greka, lectio jeden na jeden. Budzimy się coraz później i coraz częstej śnimy to samo. Ta noc zapowiada się zwyczajne: jakiś przebłysk pojedynczy na środku pokoju i rozbłysk z drugiej strony łóżka. Czytasz. Posłuchaj, to mnie właśnie dotyczy. To cały mój wszechświat; o ósmej myje się w łazience, potem wychodzi gdzieś, wraca z zakupami, krąży po mojej orbicie i nieustannie, nieustannie Mrs. & "Mr." Bee
Zimujemy jak puchate pszczołyimpregnując się woskiem na porywistość sadu - oto nasz małżeński sześcian, robótka wyciszona w grozie wschodu słońca, a za nią szepty innych uli w zimowoli; czyjaś porzucona Eos, głuche śpiewy pasiek, i rozwścieczeni zwiadowcy - Gdzie oni są? Gdzie oni są? My Own Boy, dziś jestem twoją królową ubraną w puder i przynoszę ci miód. Otwieram swój słodki pyszczek - od teraz będę ci prać, gotować, rodzić dzieci, sypiać w jednym plastrze i śnić to samo - ale czy to pozwoli przetrwać nam w zmrożonym mahoniu? Czy fabryka słodkości podoła porze, kiedy niebu zbrzydnie błękit i przyjdzie nam jeść śnieg? Tak też może być - słodkość z czasem się krystalizuje i wykrusza. Bliźnięta na wiosnę
Stoisz za parawanem, cały jak ziewnięcie lamparta, znudzony suchością sawanny - A tu? - Podejdź do mnie, co ty na to? Roztopy, odwilż. Dziś jestem jak misa jeziora wypełniona wodą po zimie, z kamieniem co pęczniał od lata i przewracał się bezsennie. Dotknij tafli skóry. Czyż nie jest błyszcząca? Pod nią większe złoto, całe kopalnie świecidełek co rozsypią się migocząc na cztery pokoje, klekocząc drewnianymi bocianami i ciuchciami. To nasze gobeliny utkane z komórek, splot włókien i pragnień. Krzyk, który przezimował w toni. Pierwszy krok Kaya
i tuż pod stopą - kwiat, jego wijący się pęd, koloryt i cień tak nieustający w tym świetle jak twoje zdziwienie. otwiera się ziemia niczym małż, a z niej rodzi się słońce i łamie się w tobie ostatnia kra. rzeka płynie jak szalona Linoskoczkowie
Ta zabawa w napinanie liny, co drży niepewnie pomiędzy; chybotliwe spojrzenia i pierwszy krok ku sobie, kiedy serce jest jeszcze zawieszone na lichych koniuszkach...- to przywiodło nas pod ścianę, do której mnie dociskasz, jakbym miał się w niej zatopić i mówisz: "Prawdziwy smak leży w mężczyźnie" - " słodki czy gorzki?" - pytam, na płytkim oddechu. Bez znaczenia są rozmowy w takiej chwili, więc nic więcej się nie mówi, wschód później się kłóci - i cała rzeka słów nagle nabiera porywistości; że czulszy ten drugi, że bardziej drapiący, ciszej śniący, lepszy w łóżku i w gotowaniu zup - i zapomina się o smaku, szczelnym zamknięciu w zmyśle. Zmywam naczynia po wieczorze, a to co się wydarzyło rozluźnia napięcie olinowań. Ustępują kroki, zachwianie. Pęka kolejny splot. Wyziębienie
Kiedy ktoś umiera, zamarzają pokoje.Bo człowiek Samuelu jest jak piec: porządny, o mocnym spoiwie. Zimny na początku, ale z pierwszym krzykiem - iskra - i to ciągłe wzrastanie jak postępująca gorączka. Codzienność trawi przepływy cieni i same cienie, pierwszy kompres dla ostudy i diagnozy onkologów, - wszystko, włącznie z dogorywającym palem jesionu. Potem tylko syk parującej wody i jeszcze zadymka. Zadymka. |
Reklama
Zapraszamy do sklepu internetowego portfelik.pl! Portfele, portmonetki, marki Wittchen, Castello - wszystko w jednym miejscu.
|