|
Salon Pomarańczowy
W Salonie Pomarańczowym prezentujemy poetów wyróżnionych przez redakcję portalu.
Salon
Pokój, w którym znajdują się wiersze nadesłane przez internautów.
Na skróty
Tadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
|
Dariusz MalachMiędzy wygnaniem a powrotem(...) Książka Dawida Junga to zbiór kilkudziesięciu wierszy opatrzonych znamiennym mottem z Adama Ważyka: Nie dany był mi los Odyseusza ani los wielkiego banity. Słowa te porządkują świat przedstawiony utworów zamieszczonych w zbiorze pod kątem sytuacji egzystencjalnej podmiotu lirycznego. Kim jest osoba, która do nas mówi, a raczej gdzie ona jest, w jakim miejscu się znajduje? Odpowiedź sprowadza się do stwierdzenia, trochę ryzykownego: ponieważ to nie jest wygnaniec z własnego domu, ani Odyseusz powracający z tułaczki, mamy więc raczej do czynienia z kim, kto tu mieszka, kto pozostał na miejscu. Kto daje świadectwo swojemu domowi poprzez odpowiedni dla niego język opisu. Język pozbawiony żalu po stracie i tęsknoty za rajem utraconym? Nie byłbym taki pewny. Czytelnik musi rozstrzygnąć sam. A ma się z czym borykać. Dom, w którym mieszka poeta jest bowiem specyficznym domem. Mieści się w jego wyobraźni i nigdy nie będzie inaczej, nawet gdy pojawią się w nim nazwy własne lokalnych miejscowości i frazy żywcem wyjęte z mowy potocznej, stworzonej z pomieszania historii języka z jego współczesnością. W wierszu Litania..., będącym w istocie litanią do wszystkich świętych... ziół i kwiatów pojawią się nazwy lokalne Wągrowiec, Kłecko, wtopione w refleksję literacko-filozoficzną jak w pejzażach Chagalla. Dom Dawida Junga nie zna granic, jego umiejscowienie ma więc charakter trochę przewrotny. Nie trzeba powracać ani wyjeżdżać, skoro mieszka się wszędzie. To domostwo ma swoją przestrzeń przyrodniczą, fizjologiczną, językową i kulturową. Język i obrazowanie Junga doprowadza do pomieszania tych przestrzeni w omawianym zbiorze wierszy. Znajdziemy tu ciepłe i urzekające obrazki z natury, przepojone liryzmem i zawsze, różnymi ścieżkami prowadzące do miłości, jak w przypowieści Alert, zakończonej ewangelicznym zwrotem: Zaprawdę powiadam wam: wiosna pachnie jaskółkami. To tutaj trawa się trawi w żołądkach krów, a słońce wylewa swe męstwo na twoje piersi nagie. Ale wiersze Junga nie są idylliczne. Są często trudne, z miłością z Koryntu i fizjologią erotyki. Bywają przejmujące jak Stabat Mater Dolorosa o dziewczynce spalonej na stosie w czasach renesansu, ironiczne i prześmiewcze, gdy obnażają głupotę historii (Expose), albo tragiczne w wyznaniu bezsilności, gdy bezimienny bierny tłum staje się w ogólnym rozrachunku jedynym zwycięzcą zbiorowej egzystencji; przydatni stają się ci, którzy wygrali rozkład (Tłum na peronie). Jest w jego wierszach jakaś z lekka turpistyczna filozofia ciała, fizjologia właściwie, którą można nazwać idąc za poetą domem ludzkiego mięsa. To cytat z arcysmutnie spuentowanego utworu kończącego tomik. I jest to jednocześnie fizjologiczny wymiar domu Junga, gdzie znajdujemy całą rekwizytornię anatomiczną z natrętnie powracającymi narządami mowy (...). Jung jest mistrzem puenty, znajduje się także w stadium budowania swoistej rytmiki i leksykonu, w którym słownictwo informatyczno-techniczne usiłuje wcisnąć się na równych prawach do środowiska słów od dawna przyjaznych poezji. Co z tego zabiegu wyniknie, zobaczymy w przyszłości. Przyroda, fizjologia, język, w który sacrum miesza się z technoprofanum, z e-mailami włącznie, to atrybuty domostwa Junga głęboko wsparte na fundamentach tekstów kultury, przywoływanych w jego wierszach wielokrotnie, choćby w Kantyczce przechodniej, gdzie stosując typowy paralelizm składniowy zwraca się kolejno do Muz jak do znajomych dziewczyn z podwórka. Sporo w tych tekstach odniesień do Biblii, antyku, poezji i poetów, nawet w dedykacjach. A to wszystko wtopione w pejzaż codziennego życia, z jego ostrymi zapachami i szarością dni, co nieco może z Cummingsa. W tym życiu i w tym domu z widokiem na śmietnik i kościół Jung idąc od słowa do słowa sprawdza swą trudną tożsamość. "Przegląd gnieźnieński", Dariusz Malach |
Reklama
Zapraszamy do sklepu internetowego portfelik.pl! Portfele, portmonetki, marki Wittchen, Castello - wszystko w jednym miejscu.
|