|
Salon Pomarańczowy
W Salonie Pomarańczowym prezentujemy poetów wyróżnionych przez redakcję portalu.
Salon
Pokój, w którym znajdują się wiersze nadesłane przez internautów.
Na skróty
Tadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
|
Modlitwa o Zolę
Matko Królowo Polskidaj nam wielkiego rodaka nie sportowca kardynała opozycjonistę lecz nowego Emila Zolę. Urodzonego w Radomiu (gdzie bezrobocie 30 %) studiującego w Krakowie (na Kopcu Kościuszki postanowił zostać pisarzem). Od młodości w dziennikarstwie śledczym. Niech wymyśli historię rodziny za czasów Trzeciej Czwartej RP i sporządzi dossier współczesności na przykład: prywatyzacja "Polacy a Holocaust" lustracja (z rzutem oka na parlament) kościół a media przestępczość zorganizowana bieda w Bieszczadach środowiska akademickie regionalne Oddziały ZLP. W naszym kraju Matko zagłębie bestsellerowych powieści. Wtedy zadziwimy Europę. Przybyszewski
"naga dusza""naga rzeczywistość" "naga indywidualność" jak zwał tak zwał To ciało astralne czarownic na sabatach iskra strącona w ciemne jelita to Bóg mistyków Boehmego Mickiewicza żarłoczna wola życia dessousy a także rdzeń mózgowy z kakofonią nerwów. Odpowiednie dać rzeczy nierzeczy wielo-słowo. Po
Nikt z nas nie zapytaczy jesteś przygotowany. Zaczniesz mówić o tych których kochałeś. O pierwszym pocałunku i nocy rodzącej w pocie mężczyznę. I nienawiści która musi być wytłumaczona. Wszyscy będziemy ciekawi twoich podróży. Nie mając przy sobie zdjęć będziesz zdany tylko na słowa. Ich zapach wyłoni ulice i potrawy a wzrok rozwinie płótna widziane w muzeach. Zapytamy o pracę. Pełna pasji czy pełna smutku? I co zmieniła w wielkich ogrodach. Jeśli miałeś kota będziesz mówić o kocie. Jeżeli papugę - to właśnie o niej. Nastąpi powszechny podziw że miałeś szansę pisać. Pragniemy świata i człowieka od 1973 roku. Naprawdę, mało kto zapyta o twoje wyobrażenia i twój strach. Wszystkiego dopiero dowiesz się tutaj. Henryka Dziurzyńska
Kiedy przyszłaś na świat,bogowie toczyli akurat wojnę, a spłoszone gwiazdy uciekały z kłębowiska chmur. Wtedy nikt nie pamiętał, że możesz żyć wiecznie i nosić skórę jak alabaster. Zamiast chodzić po tęczy orałaś ziemię, a w nagrodę raz do roku jeździłaś do stolicy. I byłaś tylko na jednym balu, gdzie Pierwszy Sekretarz dziękował towarzyszom ze służby zdrowia. Nigdy nie widziałaś Olimpu, ani innej góry, choć mamy 1998. I nigdy nie będziesz widzieć, bo tętnice coraz węższe, zapomniana córko Zeusa. Polihymnos
urodziłem się zbyt późnourodziłem się przedwcześnie urodziłem się na Dachu Słów moja dusza literacka (l'âme littéraire - Paul Bourget) zamieszkana przez mistrzów jest radosna i śpiewa jak na wielokrotnym portrecie symultaną ust międzypoezja międzypoezja Bloki
Przyglądamy się sobie każdego dnia spod wpółotwartych powiek wizjerów. Ruchome lusterka korytarzy odbijają nasze zakupy nasze pieski nasze stresy i piszą mydlane powieści. Betonowymi ścianami łowimy codzienne dźwięki. Nieproszone pszczoły wlatują do cudzych uli. Twoja radość przekracza próg mojego smutku. Jej orgazm skropli się tej nocy na ścianach jego snu. Wędrujemy zapachami z kuchni do kuchni. Zasiadamy niewidzialni do wspólnych stołów. Jesteśmy sobie aniołami stróżami. Skrzydłami otulamy milczenie windowych szybów. Kampania
jadę tramwajem czytam Poncyliuszna brudnej szybie w oparach tłoku Paweł Poncyliusz do parlamentu jego nazwisko rzymska inskrypcja triumfalny zaprzęg przez Via Appia żaden Kowalski ani Mrockiewicz tylko Poncyliusz jak Poncjusz Piłat Flawiusz Oktawiusz jak Ptolemeusz wódz legionistów za Aureliusza pogromca dzikich plemion Germanii myślę Poncyliusz persona prima przyszły senator w białej tunice musi mieć willę i smukłe pinie pachnie olejkiem wonnym kadzidłem taki Poncyliusz z rodu Jowisza opieram plecy o Poncyliusza chcąc zrobić przejście dla matki z wózkiem i czuję pewne mięśnie atlety podpora filar Rzeczpospolita chwytam poręczy żeby nie upaść a na poręczy dłoń Poncyliusza czujna gotowa i elekcyjna dłoń Poncyliusza od zahamowań wreszcie przystanek Forum Hotelum zajęta ławka kiosk kupić żeton wśród papierosów Paweł Poncyliusz partyjne oko obywatelom potem latarnia pod nią Poncyliusz klatka schodowa na niej Poncyliusz otwieram drzwi w progu mieszkania liścik wyborczy Świętego Pawła. ***
Mijały tygodniebez jednej myśli w żałobie. Jakby nic się nie stało lub stało się nic. Była radość. Odpoczynek i praca. Brzęk kieliszków i przejażdżki rowerem. Miałem sny tak soczyste że niewysłowione. Ale w tych snach nie było miejsca dla Ciebie. Choć w naszej miłości zamieszkał Bóg i chodził z odkrytym czołem. Okrutne jest życie zakorzenionych. Mamy pracę urlopy rachunki i telewizję. Oto klęczę przed Tobą bijąc się w piersi. Moja wielka zdrada. Wielka wielka zdrada. Odpowiedź
Dlaczego nie piszę o miłości?Wyobraź sobie szeroką rzekę ujętą w solidne murowane brzegi po obu stronach szpalery topól żadnych topielców statków wycieczkowych po prostu wielka spokojna rzeka ani nie podtapia ani nie wysycha. Albo inaczej budynek Palladia wyrosła w kole mleczna rotunda cztery portale jak kierunki świata a każde wejście wzdłuż cięcia złotnika. Wyobraź sobie Romea i Julię Tristana Izoldę Penelopę i Odysa bez rozłąki bez syren bez śmierci z tęsknoty bez zwaśnionych rodzin. "Ostatnia wieczerza"
[Z cyklu Kontemplacje belgijskie. I.]Gospoda nie byle jaka pięciogwiazdkowa świeżo odmalowana bo trzeba godnie przyjąć bogatego gościa. Wokół głodni uczniowie znacząco chrząkają: Po co ta ceremonia do wody i chleba? Czy nie lepiej spróbować miejscowej potrawy jakiej sarniny z truflami i po kuflu piwa? Wszak Chryste okazja niewiarygodna A Chrystus podniósł bochenek (od piekarza Van Maerla) skosztował i rzecze: chrupiący a złoty. Potem wziął piwo i dolał do wody. Rocznik 1470 - najlepszy w Lowanium. I kazał wznieść toast za strudzonych murarzy albowiem za oknem budowano właśnie ratusz. Na podstawie tryptyku Dirka Boutsa pt.: Ostatnia wieczerza (ok. 1470 r.). Beginaże
[Z cyklu Kontemplacje belgijskie. IV.]Tutaj żyły samotne kobiety w ciszy oddaleniu pracując nad śmiercią. Przy świecach spędzały wieczory z kądzielą. Ich włosy siwiały jak domowe krosna. Jedyną radością były gołębie karmione drżącymi rękami: gołębie pocałunki gołębie niemowlęta jedwabne suknie o ciężkich karbunkułach. Chodziły prać w czerwonych kanałach i wtedy widziały pomarszczone twarze. Niejedna może znalazła spełnienie płynąc przez miasto do dzwonów kościoła. Teraz w beginażach mieszkają umarli - nie idą do nieba do piekła bo po co Pracują w ogrodach i na poddaszu gdzie czuwają nad naszą wiecznością. Miejskie cieplarnie
[Z cyklu Kontemplacje belgijskie. VIII.]Pochylona nad stołem gdzie lampa i zegar złocista madonna jak senny filigran. Pies gryzie ogon na dywanie w maki. Pod biurkiem kapcie małżonka Józefa. W głębi migoce ekran telewizora ścienne obcowanie rzeczy i cienia. Przez okno wchodzi anioł księżyca. Zlizuje strużkę z półmiska szparagów. Roślinność serca rośnie przy kawie. Niepomne wstydu lilie w doniczkach. Zapraszamy do reklamy
Herbatniki Leibnizw aksamitnych tunikach czekolady leżą na kryształowej paterze jak ostatni Rzymianie. Herbatniki Leibniz mają pięćdziesiąt dwa ząbki i po tym można je odróżnić od barbarzyńskich ciastek. Dlaczego piszę o herbatniczkach Leibniz? Bo bardzo lubię słodycze i czuję niepohamowany pociąg do dekadencji towarzyszącej kawie. Ale herbatniki Leibniz to także połyskliwa skóra spoconych Murzynek których naprężone totemy pośladków będziesz całować w nieskończonej ekstazie. Tylko dlaczego akurat pięćdziesiąt dwa ząbki? - zapytuje Leibniz. Frania
Nie jest to pralkajak tysiące innych. W niczym niepodobna do pralek imperialistycznych. Tamte potrafiły tylko prać i wrogie wszelkiemu postępowi nie dbały o budowę dzieła ogólnospołecznej wynalazczości. Tymczasem "Frania" jedna jedyna mieszała dzielnie żywioły bimbru. Łącząc kartofel z wodą jak kryształ i spirytusem pierwszego lotu twórczych podstawą była fermentów. Nikt tak jak ona nie robił masła ni soplickiego z gruntu bigosu gdy obcym pralkom do bębna nie przyszło wyjść poza majtki i świat T - shirtów. Frania - dla dziecka głęboki kojec. Frania - dla karpi świątecznych morze. Ona drukarką pokoleń ulotek. To Gutenberga podziemny oręż. Niby maszyna a jednak pionier Cézanne
W pewnym momencie postanowił odejśćod zgiełku wystaw i wojen o formy styl nowoczesny to wielość stylów i nikt nie stworzy tutaj kanonu. Zaszył się na wsi w głębi Prowansji między jabłkami a domem wisielca patrząc na Górę Świętej Wiktorii wierzył że kiedyś zwycięży pokora. Malując naturę czerpał z Poussina (sama natura to malarz najwyższy). Żadne spojrzenie nie jest odkryciem a w naszym oku luneta mistrza. |
Reklama
|