© Copyright poezja.eu 2006   poezja[at]poezja.eu  Nasze banery  Redakcja
Georges Seurat, Niedzielne popołudnie na Grande-Jatte
Na skróty
Tadeusz BorowskiTadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
Modlitwa o Zolę
Matko Królowo Polski
daj nam wielkiego rodaka
nie sportowca kardynała
opozycjonistę

lecz nowego Emila Zolę.

Urodzonego w Radomiu
(gdzie bezrobocie 30 %)
studiującego w Krakowie
(na Kopcu Kościuszki
postanowił zostać pisarzem).
Od młodości
w dziennikarstwie śledczym.

Niech wymyśli historię rodziny
za czasów Trzeciej
Czwartej RP
i sporządzi dossier
współczesności

na przykład:

prywatyzacja
"Polacy a Holocaust"
lustracja
(z rzutem oka na parlament)
kościół a media
przestępczość zorganizowana
bieda w Bieszczadach
środowiska akademickie
regionalne Oddziały ZLP.

W naszym kraju Matko
zagłębie bestsellerowych powieści.

Wtedy zadziwimy Europę.
Przybyszewski
"naga dusza"
"naga rzeczywistość"
"naga indywidualność"

jak zwał tak zwał

To

ciało astralne
czarownic na sabatach

iskra
strącona
w ciemne jelita

to Bóg mistyków
Boehmego Mickiewicza

żarłoczna wola życia

dessousy

a także
rdzeń mózgowy
z kakofonią nerwów.

Odpowiednie dać rzeczy
nierzeczy
wielo-słowo.
Po
Nikt z nas nie zapyta
czy jesteś przygotowany.

Zaczniesz mówić o tych
których kochałeś.
O pierwszym pocałunku i nocy
rodzącej w pocie mężczyznę.

I nienawiści
która musi być wytłumaczona.

Wszyscy będziemy ciekawi twoich podróży.
Nie mając przy sobie zdjęć
będziesz zdany tylko na słowa.
Ich zapach wyłoni ulice i potrawy
a wzrok rozwinie płótna widziane w muzeach.

Zapytamy o pracę.
Pełna pasji czy pełna smutku?
I co zmieniła w wielkich ogrodach.

Jeśli miałeś kota
będziesz mówić o kocie.
Jeżeli papugę - to właśnie o niej.

Nastąpi powszechny podziw
że miałeś szansę pisać.
Pragniemy świata i człowieka
od 1973 roku.

Naprawdę, mało kto zapyta
o twoje wyobrażenia i twój strach.
Wszystkiego dopiero dowiesz się tutaj.
Henryka Dziurzyńska
Kiedy przyszłaś na świat,
bogowie toczyli akurat wojnę,
a spłoszone gwiazdy
uciekały z kłębowiska chmur.
Wtedy nikt nie pamiętał,
że możesz żyć wiecznie
i nosić skórę jak alabaster.
Zamiast chodzić po tęczy
orałaś ziemię, a w nagrodę
raz do roku jeździłaś do stolicy.
I byłaś tylko na jednym balu,
gdzie Pierwszy Sekretarz
dziękował towarzyszom ze służby zdrowia.
Nigdy nie widziałaś Olimpu,
ani innej góry,
choć mamy 1998.
I nigdy nie będziesz widzieć,
bo tętnice coraz węższe,
zapomniana córko Zeusa.
Polihymnos
urodziłem się zbyt późno
urodziłem się przedwcześnie
urodziłem się na Dachu Słów

moja dusza literacka
(l'âme littéraire - Paul Bourget)
zamieszkana przez mistrzów
jest radosna
i śpiewa

jak na wielokrotnym portrecie

symultaną ust

międzypoezja
międzypoezja
Bloki
Przyglądamy się sobie
każdego dnia
spod wpółotwartych
powiek wizjerów.

Ruchome lusterka korytarzy
odbijają nasze zakupy
nasze pieski
nasze stresy
i piszą mydlane powieści.

Betonowymi ścianami
łowimy codzienne dźwięki.
Nieproszone pszczoły
wlatują do cudzych uli.

Twoja radość przekracza
próg mojego smutku.
Jej orgazm skropli się tej nocy
na ścianach jego snu.

Wędrujemy zapachami
z kuchni do kuchni.
Zasiadamy niewidzialni
do wspólnych stołów.

Jesteśmy sobie
aniołami stróżami.
Skrzydłami otulamy
milczenie windowych szybów.
Kampania
jadę tramwajem czytam Poncyliusz
na brudnej szybie w oparach tłoku
Paweł Poncyliusz do parlamentu
jego nazwisko rzymska inskrypcja
triumfalny zaprzęg przez Via Appia
żaden Kowalski ani Mrockiewicz
tylko Poncyliusz jak Poncjusz Piłat
Flawiusz Oktawiusz jak Ptolemeusz
wódz legionistów za Aureliusza
pogromca dzikich plemion Germanii
myślę Poncyliusz persona prima
przyszły senator w białej tunice
musi mieć willę i smukłe pinie
pachnie olejkiem wonnym kadzidłem
taki Poncyliusz z rodu Jowisza
opieram plecy o Poncyliusza
chcąc zrobić przejście dla matki z wózkiem
i czuję pewne mięśnie atlety
podpora filar Rzeczpospolita
chwytam poręczy żeby nie upaść
a na poręczy dłoń Poncyliusza
czujna gotowa i elekcyjna
dłoń Poncyliusza od zahamowań
wreszcie przystanek Forum Hotelum
zajęta ławka kiosk kupić żeton
wśród papierosów Paweł Poncyliusz
partyjne oko obywatelom
potem latarnia pod nią Poncyliusz
klatka schodowa na niej Poncyliusz
otwieram drzwi w progu mieszkania
liścik wyborczy Świętego Pawła.
***
Mijały tygodnie
bez jednej myśli
w żałobie.
Jakby nic się nie stało
lub stało się nic.

Była radość.
Odpoczynek i praca.
Brzęk kieliszków
i przejażdżki rowerem.

Miałem sny tak soczyste
że niewysłowione.
Ale w tych snach
nie było miejsca
dla Ciebie.

Choć w naszej miłości
zamieszkał Bóg
i chodził z odkrytym czołem.

Okrutne jest życie zakorzenionych.
Mamy pracę urlopy
rachunki i telewizję.

Oto klęczę przed Tobą
bijąc się w piersi.

Moja wielka zdrada.
Wielka wielka zdrada.
Odpowiedź
Dlaczego nie piszę o miłości?

Wyobraź sobie szeroką rzekę
ujętą w solidne murowane brzegi
po obu stronach szpalery topól
żadnych topielców
statków wycieczkowych

po prostu wielka spokojna rzeka
ani nie podtapia ani nie wysycha.

Albo inaczej

budynek Palladia

wyrosła w kole mleczna rotunda
cztery portale jak kierunki świata
a każde wejście wzdłuż cięcia
złotnika.

Wyobraź sobie
Romea i Julię
Tristana Izoldę
Penelopę i Odysa

bez rozłąki bez syren bez śmierci z tęsknoty
bez zwaśnionych rodzin.
"Ostatnia wieczerza"
[Z cyklu Kontemplacje belgijskie. I.]


Gospoda nie byle jaka
pięciogwiazdkowa
świeżo odmalowana
bo trzeba godnie przyjąć
bogatego gościa.

Wokół głodni uczniowie
znacząco chrząkają:
Po co ta ceremonia
do wody i chleba?

Czy nie lepiej spróbować
miejscowej potrawy
jakiej sarniny z truflami
i po kuflu piwa?

Wszak Chryste okazja
niewiarygodna

A Chrystus podniósł bochenek
(od piekarza Van Maerla)
skosztował
i rzecze: chrupiący a złoty.

Potem wziął piwo
i dolał do wody.
Rocznik 1470
- najlepszy w Lowanium.

I kazał wznieść toast
za strudzonych murarzy
albowiem za oknem
budowano właśnie ratusz.

Na podstawie tryptyku Dirka Boutsa pt.: Ostatnia wieczerza (ok. 1470 r.).
Beginaże
[Z cyklu Kontemplacje belgijskie. IV.]


Tutaj żyły samotne kobiety
w ciszy oddaleniu pracując nad śmiercią.
Przy świecach spędzały wieczory z kądzielą.
Ich włosy siwiały jak domowe krosna.

Jedyną radością były gołębie
karmione drżącymi rękami:
gołębie pocałunki gołębie niemowlęta
jedwabne suknie o ciężkich karbunkułach.

Chodziły prać w czerwonych kanałach
i wtedy widziały pomarszczone twarze.
Niejedna może znalazła spełnienie
płynąc przez miasto do dzwonów kościoła.

Teraz w beginażach mieszkają umarli
- nie idą do nieba do piekła bo po co
Pracują w ogrodach i na poddaszu
gdzie czuwają nad naszą wiecznością.
Miejskie cieplarnie
[Z cyklu Kontemplacje belgijskie. VIII.]


Pochylona nad stołem
gdzie lampa i zegar
złocista madonna
jak senny filigran.

Pies gryzie ogon
na dywanie w maki.
Pod biurkiem kapcie
małżonka Józefa.

W głębi migoce
ekran telewizora
ścienne obcowanie
rzeczy i cienia.

Przez okno wchodzi
anioł księżyca.
Zlizuje strużkę
z półmiska szparagów.

Roślinność serca
rośnie przy kawie.
Niepomne wstydu
lilie w doniczkach.
Zapraszamy do reklamy
Herbatniki Leibniz
w aksamitnych tunikach czekolady
leżą na kryształowej paterze
jak ostatni Rzymianie.

Herbatniki Leibniz
mają pięćdziesiąt dwa ząbki
i po tym można je odróżnić
od barbarzyńskich ciastek.

Dlaczego piszę o herbatniczkach Leibniz?
Bo bardzo lubię słodycze
i czuję niepohamowany pociąg
do dekadencji towarzyszącej kawie.

Ale herbatniki Leibniz
to także połyskliwa skóra spoconych Murzynek
których naprężone totemy pośladków
będziesz całować w nieskończonej ekstazie.

Tylko dlaczego akurat
pięćdziesiąt dwa ząbki?
- zapytuje Leibniz.
Frania
Nie jest to pralka
jak tysiące innych.
W niczym niepodobna do pralek
imperialistycznych.

Tamte potrafiły tylko prać
i wrogie wszelkiemu postępowi
nie dbały o budowę dzieła
ogólnospołecznej wynalazczości.

Tymczasem "Frania" jedna jedyna
mieszała dzielnie żywioły bimbru.
Łącząc kartofel z wodą jak kryształ
i spirytusem pierwszego lotu
twórczych podstawą była fermentów.

Nikt tak jak ona nie robił masła
ni soplickiego z gruntu bigosu
gdy obcym pralkom do bębna nie przyszło
wyjść poza majtki i świat T - shirtów.

Frania -
dla dziecka głęboki kojec.
Frania -
dla karpi świątecznych morze.

Ona drukarką pokoleń ulotek.
To Gutenberga podziemny oręż.

Niby maszyna a jednak pionier
Cézanne
W pewnym momencie postanowił odejść
od zgiełku wystaw i wojen o formy
styl nowoczesny to wielość stylów
i nikt nie stworzy tutaj kanonu.

Zaszył się na wsi w głębi Prowansji
między jabłkami a domem wisielca
patrząc na Górę Świętej Wiktorii
wierzył że kiedyś zwycięży pokora.

Malując naturę czerpał z Poussina
(sama natura to malarz najwyższy).
Żadne spojrzenie nie jest odkryciem
a w naszym oku luneta mistrza.
Reklama
Współczesna poezja polska  |  Klasyczna poezja polska  |  Teoria i Krytyka  |  Ogród Luizy. Forum poetyckie.  |  Inne: interpoezja, katalog...
© Copyright poezja.eu 2006. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt: poezja[at]poezja.eu   adsrv
ld   Psychoterapia Warszawa   Nieruchomości Konstancin   Apartamenty Warszawa   Konstancin   Psychoterapia 
stat4u