|
Salon Pomarańczowy
W Salonie Pomarańczowym prezentujemy poetów wyróżnionych przez redakcję portalu.
Salon
Pokój, w którym znajdują się wiersze nadesłane przez internautów.
Na skróty
Tadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
|
23.5.5. (2)
jutro wyjdzie z dzieckiem na spacerpójdą do lasu długą alejką słońca będą zbierali mlecze żeby bardziej mieć niż być na przekór frommowi na opak japońskiemu poecie to wszystko się dzieje i nikt nie umiera może tylko mlecze 29.5.5. (3)
ania uśmiecha się do mnie kiedy mówię że to ważneże mąż powinien mieć tę samą grupę krwi tego próżnego zrozumienia ania nie dostanie od psychiatry dlatego uśmiecha się do mnie bo to dla niej ważne kiedyś chciałem pomagać takim biednym aniom słowem gestem uniesieniem męstwem lecz współczucie zbyt łatwo gaśnie wiersz który o nim przypomina ma tytuł hipokryzja przestrzenie Banacha
zaczyna się wszystko prosto i zwyczajnieprosisz o majową piosenkę którą zagra ci Sony w upalne ranki wynikanie jest łatwe opowiem ci może tylko to i dlatego że dni tego człowieka szyte były bólem którym karmił wróble na pantoflanym podwórku jesteście tacy sami towarzysze nieudanej podróży ale myślę że wszystko (być może na nasze nieszczęście) skończy się dobrze a dusze któregoś dnia wlecą wraz ze świergotem wróbli w rozległe przestrzenie Banacha gdzie szare ptaszki wydziobują ziarna z pustych formuł i dziurawych mis dedukcji jest taka granica ale
kocham twoją twarzzapisany genotyp białka jest jednak granica która nas dzieli nieopisana pomiędzy słowem a oddechem zmrużeniem ciała próbuję opisać nieopisane nazwać nienazwane kocham twoją twarz uliczki miast
pamiętasz deszcze które padały na miastorozmiękczając rany zaułków placów i ulic nasze sensualne palce mokły pod klatką splecione na sobie za późno za wcześnie zimne kulki deszczu uderzały w mokre głowy rozpryskując się na liczby pierwsze w zajezdniach stały tramwaje czekając świtu tamtej nocy podążaliśmy naprzód (czyżby?) w opadach iluzorycznych nocy niestabilności Nasza Troja
Pamiętasz deszcze, które padały na miastorozmiękczając rany zaułków placów i ulic? Nasze sensualne palce mokły pod klatką splecione na sobie za późno, za wcześnie. Dotyk. Był dobrym narzędziem porozumienia, szczególnie tam, wtedy, daleko od gwiazd, ale wszystko wymknęło się z rąk, przecież poznać prawdę, nie znaczy jeszcze zrozumieć. Tak mało spełniło się naszych dni wśród zim i słońc kolejnych lat. Odpływać powoli od życia - tylko to potrafiliśmy robić sumiennie. Dziś znów dotykamy się badawczo, odkrywamy ruiny. Przed nami ostatnie nie zadane pytanie Schliemanna: które miasto jest właściwe? Niekoniecznie to, które leży najgłębiej pod ziemią. |
Reklama
|