© Copyright poezja.eu 2006   poezja[at]poezja.eu  Nasze banery  Redakcja
Georges Seurat, Niedzielne popołudnie na Grande-Jatte
Na skróty
Tadeusz BorowskiTadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
Zapiski na piaskowych babkach
tylko metr sześćdziesiąt trzy i osiem milimetrów
a zaokrąglasz mnie do kanciastej czwórki, bo
tak wygodniej sobie wyobrazić miejsca, w których
zwykłeś bywać - palec po palcu odrywasz suchą
skórę od szyby zarośniętej pod powieką

obrzęk wypełnił pusty fotel - już prawie się
nie mieszczę w braku pozwoleń na rację bytu

nie wymagam kreatywności ale tak po
ludzku bledną mi kolejne rozstania, nie
rozróżniam ich i wciąż nie lubię przyzwyczajeń
i dzielenia nas na dwa odrębne gatunki

sumienie przestaje pracować odkąd
upijam je słodkim piwem. kaca brak.
jeszcze kilka lat i przestanę wierzyć
Bezbożna retrospekcja
wymyślili go z nadmiernej obawy przed śmiercią, a ja
w piątkowe posty dwa razy mocniej przyprawiam kurczaka
i obsmażam go na złoto - i dwa razy lepiej mi smakuje
mówisz, że robię wszystko na przekór akcentując swoje
zachcianki i to, że uprawiam seks przed ślubem - nie tylko
z mężczyznami
- a ja trwam równolegle z jego męskim ego

feministka! - krzyczą bezmyślni posiadacze penisów
zakrapiając sobie jadem oczy w poszukiwaniu najmniejszych
ubytków w urodzie, żeby potwierdzić swoje suche opinie
że brzydka, a jeśli nie, to sprzedajna dziwka, bo lubi seks

w tym pokoju, gdzie spędzaliśmy pierwsze, wspólne noce
odgrodzeni jednocześnie wstydem i brakiem zahamowań
cmentarne sny są nadal słodkie, jak wata cukrowa między zębami
Jesiennie
łyse kobiety przydrożne, jak posągi
prężą płaskie korpusy pokryte szorstką skórą

czekają, aż ktoś złamie te nienaruszone
kośćce przyłapując je na świtaniu - blade
głowy pochylone ku sobie - wegetują

ich bure włosy przegniły
their bodies are speechless

jesiennie
Byłam
"ktoś się do mnie uśmiecha
ukrywam twarz"
     Tadeusz Różewicz


łamię sekundy jak chleb, gdy coś
na kształt bezpłodnej modlitwy
zamyka kolejne nawiasy wokół ścian

młodzi mężczyźni zwykli nie podchodzić
a teraz wetknięci w suche definicje
rodem z poczytnych kobiecych gazet
dwukropkami torują sobie drogę
do smarkatej, przemalowanej twarzy

kolejne bilety, skrawki obecności zostawione
w tramwaju linii nr 12 w obawie przed
naiwnym przelaniem się słów przez czyjeś
zręczne palce wciąż niełatwo oswoić myśli
że zawsze mi nie po drodze i będąc na moście

nie potrafię pochylić się w przód już tylko
przeciąg trzaska złudzeniami
a retoryka
uderza niechcący w niedomówione pożegnania
Próby udomowienia swoich powinności
powiedzmy, że nadal się uczę oswajać przestrzeń
wokół siebie - tak, i jeszcze ty, zapomniałabym w
tym całym nawale spraw niecierpiących zwłoki
i planów na kolejny miesiąc - że jeszcze ty
niepozorne futro zwinięte na moim brzuchu, ciepło

moje zakorzenienie na Generała Maczka, cicho,
tylko tupot zimnych łap i ślady piasku zdradzają
twoją obecność, poza tym udaję, że cię urodziłam
i wrzątkiem zalewam Vibovit, bo to przecież
witaminy i ten zapach drażniący słodko nos

a może po prostu zasłaniam się tobą żeby
za bardzo nie rozmyślać o tym, co jeszcze muszę
zrobić by pasować do prorodzinnej polityki mojej ojczyzny
Macierzyństwo
bywa, że łzy to tylko wspomnienie wczoraj
a napięcie pozornie spływa po udach wraz
z comiesięczną krwią lecz jednak

zakwitam
wracam

do łóżka przedwcześnie dojrzała
pochylając twarz nad pustą miednicą
i szukam snu w garści psychotropów
udając że za chwilę zaowocuję wśród twoich
słów w głowie zbyt wiele inspiracji myśli i wiersze
sterty bzdur na których czasem zasypiam

Feministycznie
uczysz mnie nie przeszkadzać, a ja
prostopadle uderzam w twoje ego
ostrzem włosów nabitych na głowę
nadwrażliwą od nadmiaru niespełnienia

anemicznie połykam powietrze wbijając
wzrok w puste okna bez firan
zapychasz mi oczy trocinami, a jest
jeszcze tyle do zrobienia - pomiędzy
kropką a i zapadła cisza

nie rozumiesz tego, że na rzecz nocnych
dygresji na temat naszych równoległych
istnień przestałam otwierać oczy co rano
tak, jakbym nagle spaliła sukienki krzycząc
że nienawidzę rodzaju męskiego
O mnie
nie ma we mnie nic, co erotyczne;
i brak chęci udawania czyjejkolwiek muzy
o rozwichrzonych włosach, damy ułożonej
w poprawnie gramatycznym szyku zdań

jak na swoją dziecinną twarz
niepotrzebnie obciążam język
klnę, jak szewc. nie umiem pisać

ładnych wierszy, składam nie kobiece litery
tleniąc im włosy pośniegowym błotem,
zalegającym w przydrożnym rowie
Droga do domu (12)
Most Dworcowy

szaro już za oknem i tak brudnej szyby
i myśl, że jakaś chora słabość we mnie
do dziwnie chwiejnych mężczyzn tak
jakby miał coś do tego mój chybotliwy
chód na zbyt wysokich szpilkach

Rondo Kaponiera

nie nauczę się czekać wciśnięta w krochmal
blado-różowej bluzki którymś z kolei wdechem
zabieram im tlen z każdego kąta wagonu chłonę
duszne powietrze - włosy wlepione w krople potu

Most Teatralny

gubię się w pustych twarzach - ostatni zakręt -
ramiona grzeją twardą ścianę jakby dawało im to ulgę
za chwilę moje nogi, dłonie, włosy wytrę w jego usta
jak co rano znowu wdzięcznie posmaruję chleb miodem

Słowiańska
...
Reklama
Współczesna poezja polska  |  Klasyczna poezja polska  |  Teoria i Krytyka  |  Ogród Luizy. Forum poetyckie.  |  Inne: interpoezja, katalog...
© Copyright poezja.eu 2006. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt: poezja[at]poezja.eu   adsrv
ld   Psychoterapia Warszawa   Nieruchomości Konstancin   Apartamenty Warszawa   Konstancin   Psychoterapia 
stat4u