|
Salon Pomarańczowy
W Salonie Pomarańczowym prezentujemy poetów wyróżnionych przez redakcję portalu.
Salon
Pokój, w którym znajdują się wiersze nadesłane przez internautów.
Na skróty
Tadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
|
Zapiski na piaskowych babkach
tylko metr sześćdziesiąt trzy i osiem milimetrówa zaokrąglasz mnie do kanciastej czwórki, bo tak wygodniej sobie wyobrazić miejsca, w których zwykłeś bywać - palec po palcu odrywasz suchą skórę od szyby zarośniętej pod powieką obrzęk wypełnił pusty fotel - już prawie się nie mieszczę w braku pozwoleń na rację bytu nie wymagam kreatywności ale tak po ludzku bledną mi kolejne rozstania, nie rozróżniam ich i wciąż nie lubię przyzwyczajeń i dzielenia nas na dwa odrębne gatunki sumienie przestaje pracować odkąd upijam je słodkim piwem. kaca brak. jeszcze kilka lat i przestanę wierzyć Bezbożna retrospekcja
wymyślili go z nadmiernej obawy przed śmiercią, a jaw piątkowe posty dwa razy mocniej przyprawiam kurczaka i obsmażam go na złoto - i dwa razy lepiej mi smakuje mówisz, że robię wszystko na przekór akcentując swoje zachcianki i to, że uprawiam seks przed ślubem - nie tylko z mężczyznami - a ja trwam równolegle z jego męskim ego feministka! - krzyczą bezmyślni posiadacze penisów zakrapiając sobie jadem oczy w poszukiwaniu najmniejszych ubytków w urodzie, żeby potwierdzić swoje suche opinie że brzydka, a jeśli nie, to sprzedajna dziwka, bo lubi seks w tym pokoju, gdzie spędzaliśmy pierwsze, wspólne noce odgrodzeni jednocześnie wstydem i brakiem zahamowań cmentarne sny są nadal słodkie, jak wata cukrowa między zębami Jesiennie
łyse kobiety przydrożne, jak posągiprężą płaskie korpusy pokryte szorstką skórą czekają, aż ktoś złamie te nienaruszone kośćce przyłapując je na świtaniu - blade głowy pochylone ku sobie - wegetują ich bure włosy przegniły their bodies are speechless jesiennie Byłam
"ktoś się do mnie uśmiechaukrywam twarz" Tadeusz Różewicz łamię sekundy jak chleb, gdy coś na kształt bezpłodnej modlitwy zamyka kolejne nawiasy wokół ścian młodzi mężczyźni zwykli nie podchodzić a teraz wetknięci w suche definicje rodem z poczytnych kobiecych gazet dwukropkami torują sobie drogę do smarkatej, przemalowanej twarzy kolejne bilety, skrawki obecności zostawione w tramwaju linii nr 12 w obawie przed naiwnym przelaniem się słów przez czyjeś zręczne palce wciąż niełatwo oswoić myśli że zawsze mi nie po drodze i będąc na moście nie potrafię pochylić się w przód już tylko przeciąg trzaska złudzeniami a retoryka uderza niechcący w niedomówione pożegnania Próby udomowienia swoich powinności
powiedzmy, że nadal się uczę oswajać przestrzeń wokół siebie - tak, i jeszcze ty, zapomniałabym w tym całym nawale spraw niecierpiących zwłoki i planów na kolejny miesiąc - że jeszcze ty niepozorne futro zwinięte na moim brzuchu, ciepło moje zakorzenienie na Generała Maczka, cicho, tylko tupot zimnych łap i ślady piasku zdradzają twoją obecność, poza tym udaję, że cię urodziłam i wrzątkiem zalewam Vibovit, bo to przecież witaminy i ten zapach drażniący słodko nos a może po prostu zasłaniam się tobą żeby za bardzo nie rozmyślać o tym, co jeszcze muszę zrobić by pasować do prorodzinnej polityki mojej ojczyzny Macierzyństwo
bywa, że łzy to tylko wspomnienie wczoraj a napięcie pozornie spływa po udach wraz z comiesięczną krwią lecz jednak zakwitam wracam do łóżka przedwcześnie dojrzała pochylając twarz nad pustą miednicą i szukam snu w garści psychotropów udając że za chwilę zaowocuję wśród twoich słów w głowie zbyt wiele inspiracji myśli i wiersze sterty bzdur na których czasem zasypiam Feministycznie
uczysz mnie nie przeszkadzać, a japrostopadle uderzam w twoje ego ostrzem włosów nabitych na głowę nadwrażliwą od nadmiaru niespełnienia anemicznie połykam powietrze wbijając wzrok w puste okna bez firan zapychasz mi oczy trocinami, a jest jeszcze tyle do zrobienia - pomiędzy kropką a i zapadła cisza nie rozumiesz tego, że na rzecz nocnych dygresji na temat naszych równoległych istnień przestałam otwierać oczy co rano tak, jakbym nagle spaliła sukienki krzycząc że nienawidzę rodzaju męskiego O mnie
nie ma we mnie nic, co erotyczne; i brak chęci udawania czyjejkolwiek muzy o rozwichrzonych włosach, damy ułożonej w poprawnie gramatycznym szyku zdań jak na swoją dziecinną twarz niepotrzebnie obciążam język klnę, jak szewc. nie umiem pisać ładnych wierszy, składam nie kobiece litery tleniąc im włosy pośniegowym błotem, zalegającym w przydrożnym rowie Droga do domu (12)
Most Dworcowyszaro już za oknem i tak brudnej szyby i myśl, że jakaś chora słabość we mnie do dziwnie chwiejnych mężczyzn tak jakby miał coś do tego mój chybotliwy chód na zbyt wysokich szpilkach Rondo Kaponiera nie nauczę się czekać wciśnięta w krochmal blado-różowej bluzki którymś z kolei wdechem zabieram im tlen z każdego kąta wagonu chłonę duszne powietrze - włosy wlepione w krople potu Most Teatralny gubię się w pustych twarzach - ostatni zakręt - ramiona grzeją twardą ścianę jakby dawało im to ulgę za chwilę moje nogi, dłonie, włosy wytrę w jego usta jak co rano znowu wdzięcznie posmaruję chleb miodem Słowiańska ... |
Reklama
|