|
Salon Pomarańczowy
W Salonie Pomarańczowym prezentujemy poetów wyróżnionych przez redakcję portalu.
Salon
Pokój, w którym znajdują się wiersze nadesłane przez internautów.
Na skróty
Tadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
|
Kołysanie bez drzwi
lampa pozostawiona z własnym mrokiemod dłuższego czasu z czymś na myśli notatnik bez sprawy którą mógłby odłożyć na później nie od wczoraj niebo ozdobione ornamentami radio mówi do siebie ściszając głos przetaczasz się przeze mnie niczym wiosna przez miasto niezjedzona kanapka na talerzu i nie mogę nic na to poradzić ani na słońce ani na mój źle skrojony garnitur ani na dzisiaj bez muzyki gdy komoda pełna szkła telefon milczy ponadto cellar door
to więcej niż pajęczyna na suficie gdy utkwiserce potem żołądek na większych obrotach nie śpię to lepsze niż patrzenie na styczeń bez ciebie milczę jakbym świecił wzdłuż ulic dzień umyka gdzieś tam wysoko niezależnie od słów niczym sen spójrz cicho i szkliście we mnie pęknięcia na wodzie nieuważne zanim stopy przymarzną nam do tej nocy tak blisko jak bliżej tylko mogą być ludzie Uciekłem zmrużywszy oczy
Wybacz ojcze te kilka minut, gdy dzień pochmurny. Czyż to nie zabawne? Kometa na dłoni dziecka i deszcz w tym mieście. Budzi mnie, przekrwione oczy. W kilku słowach przerzucam kartony, listy, fotografie zadziwiające niczym diamenty i zmierzch na schodach. Dwa słowa. Euforia! Telefon dzwoni. Aż do popołudnia. Zapiski spod porannej kawy
Kto wskrzesi legendę Lennona? Może kolejna wojna tak mu się spodoba, że wróci z pleśnią na ustach i LSD w żyłach już na czysto zaśpiewa. Epicki fresk o drewnianym dziadku który zbierał aluminiowe kapsle. A otwierając oczy spojrzał na żonę gdy nakładała szminkę wyglądała jak parodia Kiss i zrozumiał że to nie dzięki niemu poduszka jest miękka a puenta pogrąża się w rękach. Na twarzy ślady pomadki jednak nie tej której sobie życzył kiedy słyszał diagnozę jak to kolejny prezenter o tym samym nazwisku ma raka i że tym razem to on. Po prostu a także bez podtekstów ani kolejnej akcyzy z czystego zbiegu okoliczności. Jeśli jest niebo
Jeśli jest niebo moja matka je dostanie.Nie takie zwykłe jak nasza parafia lecz wzniosłe jak katedra w Licheniu. Gdzieś obok lub pośrodku pokoju buty chodzą tak samo. Dobrze mi w skórze i w kościach. Gwiazdy to spadają to kwitną nie tęsknią już za wiosną tylko dlatego że jesień. W szklance wody mineralnej. W głowie tęsknota za oceanem. Jest niebo jeśli moja matka je dostanie a bezszelestny mały pająk leży tam gdzie zawsze chciałem pójść. Sezon doskonalenia wiary
W każdej kieszeni adresy i pięści zaciśnięte, odwodnione w oczekiwaniu na samotność z papierosem. Choć mówimy inaczej nasze usta oddychają niezmiennie bez tańca, bez piosenki. Jedynie oczy płyną dalej na północ. Nim ciało i kości pojawią się w drzwiach. Stopy komiwojażera utknęły w obłędzie. Tory kolejowe szukają postoju. Błotniste między stacjami. Pakujesz swoje rzeczy i nie oddajesz zdjęć. Jak w wojsku, jak wyrywanie zębów, jak kwiaty, niczym krew z nieoczekiwanej rany. Elegia powszednia
Mój ojciec nie był księdzem. Czytał Biblię i Ludluma z takim samym zapałem. Jego ostatni czerwiec był wyjątkowy; z dwoma pełniami księżyca i godzinnymi partiami Scrabble. Ze lśniącym, szwajcarskim scyzorykiem, którego nie zdążył wyjąć z kieszeni. Wspominał, iż tylko dwie sprawy w życiu poszły dokładnie po jego myśli; pierwsza, gdy był dzieckiem, a druga już nie ma znaczenia. Teraz widzę jego skórzany pantofel przewrócony w szafie a wrzątek wylewający się na dłoń czuję aż do łokcia. Gdzieś w Ameryce, październik
Trzecia w nocy godzina hałasów pod oknem.Grzebania w śmietnikach i trzaskania stalowymi drzwiami. Gdzieś w Ameryce zaskoczonej październikowym chłodem dźwiękami zardzewiałej blachy i sarkastycznymi docinkami księżyca. Gdzieś tam w Ameryce te same zapachy krwi potu uryny i żalu. Ludzie w dżinsach drogich futrach i perfumach. Gdzieś w Ameryce jakiś facet w podkoszulku czyta teraz; "Październik nadszedł dziś uważajcie na egzotyczne bestie i tych którzy przeżyli spotkanie z UFO" krążą gdzieś nad Ameryką a ich światełka kłócą się jak płomyki w prześcieradłach. Widok nocy z perspektywy sufitu
mówi że miłość poczeka te trzydzieści minut nad orbitą pod łóżkiem na jeden dobry dzień pośród tygodni jej włosy wciąż pachną deszczem piersi duszą się w malutkim pokoju wiatr rozwiewa już słońce i chmury wschodzą na niebo zgodnie za śladami powietrza twierdzi że jej się podobam gdy przeciąga się na łóżku całą swoją anatomią poprzez skrupulatny wzór rajstop pada księżycem na pościel Krach na giełdzie pomidorów
Co zrobić ze 193 zdjęciami Wielkiego Kanionu? Gdy wszystko udaje bycie większym od tej dziury. Powiedziała że potrzebuje doliny by wyrzucić wspomnienia. Poszedłem na lunch tłumacząc ścianie skąd te cienie pod powiekami. Sałata na wietrze rozdaje wszystkie swoje kapelusze. Pewnego dnia postawią jej pomnik. Może jeszcze nie jutro ale bardziej teraz niż potem będzie za późno na drobne lepkie rozmowy. Każdy zna jej śmiech. Niczym dwu minutowy deszcz w gorący letni dzień wybiorę się na ryby do taniego hotelu gdzie ja albo to. Charles Bukowski i Ameryka
Jeśli spojrzysz przez drobinki kurzuznaki drogowe dogonią samochody. Siedemdziesiątka i wykrzyknik w głowie. Mżawka oznacza kryterium dla nowego domu Nikt nie powiedział niebo a jednak czujesz wyschniętą trawę. Deszcz spod płaszczy i kapeluszy. Dobiega moje spojrzenie z tobą. Smutne ponad to co mówimy. Więc zostań. Wkrótce chmury i księżyc niepodważalnej nocy. Wysiądź na ostatnim przystanku
skoro szukasz przyjaciół znajdź takich z brzydkimi żonami jeśli pytasz o przyjaźń odpowiem w nocy gdy nie słychać nawet wody ta cisza to głos Boga odpowiem gdy zapytasz o moją wiarę ściany wciąż będą stały i zapewne spytasz o wieczność mimo iż nigdy nie widziałem jej oczu ale muszą to być najczarowniejsze źrenice przecież dostrzegły ciebie odpowiem jeśli spytasz o miłość Piękniejsze niż Hiroszima
pajęczyna na korytarzu podkreślaotwarte pokoje zamknięte drzwi papier jak suchy pocałunek niewymagającą pustką wskazuje plaże Normandii bardziej poetyckie niż Hiroszima jako przygasająca namiętność lato i list wróciły do nadawcy Izotopy
Znowu ty. Na imprezie w bloku, na wygiętej huśtawce i zarwanym tapczanie. Pokój się ściemnia. Tymczasem w fazie REMu Napoleon powiedział; Nie chcę umierać w rajtuzach po czym zszedł. W góry i krajobraz Podbeskidzia, niczym moje żebra. Mimo ognia, mimo lodu umieram pojedynczo. W supermarkecie, idąc ulicą, razem w mieszkaniu wciąż niespokojna. Dni i tygodnie bezustannie. Słyszysz mój niecierpliwy śmiech, kiedy szukam poduszki pod twoją głowę. Czujesz wyczekiwanie, by ułożyć ci pantofle przy łóżku. Słońce bez metafory zachodzi prostotą. To samo, pod którym ludzie zrywają truskawki, pod którym upadają systemy, a umierają kobiety oraz mężczyźni. Połączeni maleńkimi zdarzeniami, jak szepty w nocy. Znowu idę spać licząc dupy, które mógłbym mieć, a których nie chcę. Obracam się w żart. I kocham cię bardziej. Jeszcze dzwonek do drzwi. Zejdź z drogi ku morzu, ku niebu, komu? Ostatnie pytanie; Ty pewnie jesteś bezgłowym dostarczycielem pizzy rodem z Apokalipsy? Ćma barowa
tania sukienkawygląda na tobie dwa razy drożej na letnim ciele zawisł wzrok starych bywalców schowanych za ciemnymi okularami w kształcie cytryny panowie delektują się ostatnią myślą o sierpniowym morzu i widokiem pięknym jak brazylijskie plaże skraplasz usta odrobiną tequili w powietrzu czuć ich słony posmak dym z cygar omija cię szerokimi obłokami jednak wciąż idealnie do ciebie pasuje wychodzisz stare wygi przeklinają wiatr muszą od nowa układać swoje puzzle |
Reklama
Zapraszamy do sklepu internetowego portfelik.pl! Portfele, portmonetki, marki Wittchen, Castello - wszystko w jednym miejscu.
|