|
Salon Pomarańczowy
W Salonie Pomarańczowym prezentujemy poetów wyróżnionych przez redakcję portalu.
Salon
Pokój, w którym znajdują się wiersze nadesłane przez internautów.
Na skróty
Tadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
|
Wyimaginowana przeszłość Pani M.
Kiedyś kiedy nie byłam sama miałam truskawkowe włosy i oczy niczym iskierki tryskałam radością ciesząc się każdym promykiem słońca Kiedyś kiedy nie byłam sama patrzyłam z radością na czerwoną gąsienicę piłam zimne piwo i zszywałam skrawki szczęśliwych chwil nicią dentystyczną Kiedyś kiedy nie byłam sama przystanęłam na chwilę i zaczęłam myśleć o życiu chciałam spojrzeć w twoje oczy i rozejrzałam się I wtedy przekonałam się, że cała moja przeszłość to wyimaginowany twór, który nigdy nie istniał, a mój umysł wytworzył go aby mózg przestały krępować druciane więzy samotności, które ograniczają czynności życiowe. I po to żebym choć raz mogła dorównać ptakom. Aż tak?
Znowu coś ze mnie ściekatonę już pięćdziesiąty ósmy raz dostaję spazmów kiedy myślę że za trzy sekundy zapukasz znowu Ciekawe ile jeszcze wytrzymają te sosnowe drzwi? Zaznaczałam w kalendarzu każdy dzień w którym dałeś mi kwiaty od godziny już gapię się w te białe kartki z czarnym drukiem poszukując kropli czerwieni Poszłam szukać jej w lustrze. Znalazłam. Na policzku. I całą gamę kolorów na moim ciele na ramieniu żółć przy powiece fiolet na plecach zieleń W końcu jesteś artystą Nikt mnie jeszcze nie ozdobił tyloma kolorami co ty Było w tobie tyle finezji że nawet dodałeś kilka czerwonych pręgów w okolicy brzucha zastanawia mnie tylko skąd wiedziałeś że to mój ulubiony kolor? Ktoś mi kiedyś powiedział że miłość boli. Ale żeby do cholery aż tak?! Generacja NIC
Pamiętam nocespędzane na tylniej kanapie mojego Mercedesa-Benza czytając poezje Króla Jaszczura kochałam się z wymierającymi bitnikami Noce mijały a ja patrzyłam jak ludzie wbijają kawałki metalu w ciało i twierdzą, że nie ma przyszłości gdzieś po drodze ktoś mnie pobił a głowa jego lśniła w porannym słońcu I były też takie noce kiedy dokładałam cegły do muru żeby później walić głową w ścianę pośród nut Davida W końcu zaparkowałam mojego Mercedesa i widzę: anarchistów respektujących prawo ptactwo na piedestale widzę zacierające się ślady tamtych nocy cyrk tworzony przez nietolerancyjnych indywidualistów mają blizny na plecach bo są nielotami Krzyczą że mogą wszystko Krzyczą że mają wszystko Krzyczą że są wszystkim podchodzi ktoś z boku szepcze do mnie coś: -zauważ jaki oni tworzą szkic chcą być wszystkim a wszystko znaczy nic. Niefeniks
Poumierajmy razem...tylko dzisiaj, proszę. nie chcę jeszcze spać będę liczyć twoje piegi poumierajmy razem brakuje mi tego ostatnio będę umierać dosyć szybko kawałkami bo jestem ostatnio taka rozbita poumierajmy razem mam dosyć umierania w samotności to takie żenujące nie mam nawet z kim umrzeć poumierajmy razem chcę być przedtem najpiękniejsza najmodniejsza najcudniejsza najmądrzejsza poumierajmy razem to się lepiej poczuję jak spalą mnie twoje nieprzebrane zapasy energii poumierajmy razem i nie martw się to moja ostatnia prośba bo przecież nie jestem feniksem jak to próbujesz mi udowodnić przez całe życie. Mróz
Próbuje rozgrzać stopyodmrożone zeszłej zimy ale gorący kominek rani je jeszcze bardziej nie wiem co mam zrobić są takie sine A może nie zasługuję na ciepło Płaczę bo moja bezradność sprawia że niedługo nie będę mogła chodzić już teraz każdy dotyk sprawia mi ból a za oknem ciągle mróz nie chcę nie chcę już marznąć Nie patrz tak na mnie bo wiem że to żałosne nie potrafię o siebie zadbać ale nikt mnie nie uczył ciepła przymarzam do gorącego kominka spływają ze mnie krople nie, ja nie topnieję to tylko moje oczy Kołderki
Skrawki samotnościniektórzy chowają je do kieszeni jak najgłębiej inni szyją z nich kołdry pod którymi śpią całe życie Przykryłam się moją kołdrą I znowu nie nastawiłam budzika ze snu wyrwie mnie czyjś krzyk albo wiadro wody spadające wprost na głowę Jedni śpią całe życie inni nie mają kołder a ja co chwila się budzę chowam tę szmatę do kieszeni to znów pod nią śpię Styropianowa trumna z opuncji
Jest tak cichonie ma tutaj nikogo ciszy nie łamie twój oddech na moim karku. Nie oddycham leżę pośród kolców opuncji i pokruszonego styropianu wiatr rozwiewa kuleczki patrzę na twoje oczy których tutaj już nie ma przytulam się do twojej ręki która nie istnieje od dwóch lat zamykam oczy i czekam aż poczuję że mnie znów całujesz Ktoś na mnie nadepnął nawet nie zauważyłam odnalazłam tylko ślad na mojej czarnej koszuli nocnej której nie zdążyłeś ani razu zdjąć ze mnie Czuję że coś mnie przygniata bronię się jeszcze chwilę bo opuncja wbija mi się w nerkę. Po chwili siły mnie opuszczają i uświadamiam sobie że powinnam być wdzięczna za to zgniatanie jeszcze chwila i znów będziesz przy mnie leżał |
Reklama
Zapraszamy do sklepu internetowego portfelik.pl! Portfele, portmonetki, marki Wittchen, Castello - wszystko w jednym miejscu.
|