|
Salon Pomarańczowy
W Salonie Pomarańczowym prezentujemy poetów wyróżnionych przez redakcję portalu.
Salon
Pokój, w którym znajdują się wiersze nadesłane przez internautów.
Na skróty
Tadeusz Borowski - ur. 12 XI 1922 w Żytomierzu, zm. 3 VII 1951 w Warszawie, prozaik, poeta i publicysta. Autor katastroficznego poematu Gdziekolwiek ziemia..., tomiku wierszy Imiona nurtu, zbiorów opowiadań Pożegnanie z Marią, Kamienny świat. więcej »
|
paramour
w kuluarach nocy rozdarta prawdapędzi na oślep niepodkutym koniem pod suknią Ewy pod żebrem Adama gniewem płonie grzywą powiewa męczy ją czekanie nuży podróż bezkresna w kajdanach myśli w kokonie przemijania nim otworzy usta zaparska zasapie strzeli kopytem oczy czarne jak heban zmruży przystanie na chwilę odpocznie potem powali się na murawie zanim znów pogalopuje pod płaszczem ciemności osłoni schowa głęboko tajemnice do następnej przejażdżki tęsknota
czekam nieustannie zapalczywie chłonę tykanie zegara pożeram światło - dnia nowiu i pełni odmierzam ziarnka piasku w klepsydrze jedno po drugim przesypuję je jak rok - z dnia na dzień starszy pod laską kiedy odejdzie zatęsknię nie za nim lecz za cieniem tym z innego jutra co judaszowym okiem będzie mnie zdradzać z przemijaniem cudzym Bogiem i tronem przed którym w milczeniu przejdę zaraz po tobie wariatka I
stoi przy zakratowanym oknie z dłońmi zaciśniętymi na wąskim parapecie z twarzą zesztywniałą bladą sponiewieraną starością bez zmarszczek kiedy wróci do pustego mieszkania zrobi to jeszcze raz jest w tym dobra za którymś razem się uda musi tylko szczelniej pozamykać okna wariatka II
stoi za zakratowanym oknem z pięściami gniewu zaciśniętymi na brudnym parapecie z blizną obłąkania wyrytą na czole w szkaplerzu z powroza na trupim ciele już nie wróci do pustego mieszkania ostatni raz zrobiła to doskonale za którymś razem musiało się udać teraz tylko cicho w kącie musi narodzić się po raz drugi sumienie
nie zauważyłam że stoi z boku nagi z ogoloną głową z kalectwem bezradności i walizką ubóstwa i palcami wykrzywionymi artretyzmem że prosi o pomoc głosem niemym bez języka z zaciśniętą krtanią i oszronionymi mrozem ustami że wyciąga rękę naznaczoną zastrzykami czasu i pociąga mnie za rękaw nowej bluzki a ja tylko odwracam bezdusznie wzrok i zatrzaskuję przed nim ostatnie drzwi legenda
zdechł wreszcie jednorożec jednooki jednoskrzydły w sklepie na schodach podeptany niezauważony nie postawiono mu pomnika mogiły ani pamiątkowej płyty ktoś odkroił kawałek kopyta odciął białą grzywę mięso nadgniłe rozdziobały wrony kruki odprawiły modły rachunek sumienia
niezliczone szepty po Bogu pierwsze grzechy nagradzane pokutą za jestestwem kamień węgielny wczoraj nieobecne modlitewnik otwarty na pierwszej stronie różaniec do rąk wzięty winy nie do wymazania uparte wolą pozaustrojową żywe prawdziwe - jak wieczne słowo sumienie płonące szkarłatem przeszłym ciemnością napominane nakazem chwila co przemija jak oddech pęka jak choinkowa bombka odradza po kryjomu umiera powrót lady Łazarz
pamięci Sylwii Plath znowu jestem wróciłam na dobre - a przynajmniej tak mi się zdaje pokonałam bariery światów i za nic mam czasoprzestrzenie zaczynam pokutę w nowy ciele czy rozpoznasz mnie? mam krótkie rude włosy niebieskie oczy ale to samo spojrzenie blask chwały zaległej zgniły w grobie - spospoliciał odzyskam go bo znowu mam trzydzieści lat i mogę umierać wiele razy jestem w tym doskonała po przodkach - solidny germański fundament ludzie nie mogą się nadziwić więc piszą długie petycje do Boga wiecznym piórem bez atramentu a ja tylko się uśmiecham odzyskując powoli siły bo mam talent prawdziwy do umierania i powrótów dar pradawnych wschodnich bogów nie odrodzę się z dnia na dzień zrobię to sukcesywnie z narastającym napięciem bo kulminację trzeba osiągać stopniowo - to wzmaga apetyt wygłodniałego widza zaawansowany bieg wydarzeń podzielę na kawałki by ostatecznie złożyć go w całość po drugiej stronie lustra
napotykane twarze są z alabastru półprzeźroczyste nieszlifowane pachną lasem i marszczą się bez powodu zastygają w bezruchu znienacka - błogości pejzażu farb olejnych głodne nieme w lustrzanym odbiciu - dygocąc w próżni ferują nietykalność bogatsze w doświadczenia lewitują spadają - bezosobowo dwie Persefony
jak odbicie w lustrze niewierne mijamy się idąc tuż obok odliczając dni przeklęte zmieniamy oblicza balansując na krawędzi - liny co dwa światy trzyma bez końca i odmieniamy się przez przypadki - porządkując rzeczywistość białymi tabletkami sen naprawia blady świt burzy niepoukładane oblicza przyszłości bez nadziei która garściami kradnie złudzenia ledwie muśnięciem rozdaje tak wtedy raz jeszcze się narodzić zagarnąć drobinę materii planety zgubnej na pastwę meteorów dni odmierzając ostatnie i iść w poświacie pod słońce promieni sklonowanych szeptów słuchając po kryjomu odgarniając z czoła kosmyki siwych włosów nie będąc aniołami umieramy za dnia strasząc ciałem nadgniłym niczym syjamskie bliźniaki zespolone okiem proroka starych ksiąg biblijnych słowem nigdy nie rozłączone dwie boginie Persefony jego ...
... słowa - namiastką nieskazitelnej obłudy z pozłacaną ikoną w tle - pustka po dziewicy zarysowana tanim ołowkiem ma wypełnić brakujące ogniwo emanować rzeczywistość domniemaną cząstką wyboru nie marnując ani jednego dnia ... udawanie staje się z czasem sztuką nadchodzi na przekór - sześć stóp nad ziemią bałwochwalczo igrając z losem stąpa po morzu - odgarniając fale złą karmą na kolejne wcielenia powstrzymuje zastygając w marmurowym nagrobku ... zauroczenie trwa krótko uchodzi z pierwszym pierwiosnkiem - kołuje nad bezludną wyspą wiatru skrzydłem nadłamanym w zarysie kondora zakrzywionym dziobie tortur syzyfowych strun orfickich brzmieniu bladym policzkiem znaczy czas samotność
nie jestem ofiarą lecz spełnieniem zaklinam smutki i uciszam radość a niebo jest mi posłuszne - kiedy cierpliwie zliczam jego niedoskonałości w każdym dziś cząstka samouświadamiania rozdziera mnie na pół przyśpieszając bieg wydarzeń krucha niedowartościowana materia przenika przeze mnie ewoluuje odradzam się w zwyczajnym jutrze na przekór obcowania z Bogiem osaczona namolnym przemijaniem jakaś cząstka obumiera i rodzi sie na nowo by rozliczać mnie z czynów i gilotyną odcinać głowę która odrasta w kokonie marzeń i nadziei zanikam |
Reklama
Zapraszamy do sklepu internetowego portfelik.pl! Portfele, portmonetki, marki Wittchen, Castello - wszystko w jednym miejscu.
|